04.12.2013

Część 19. Why didn't she tell me ? Shikatema.

Szczerze, to to opowiadanie miało być zupełnie inne! Już nawet nie pamiętam jakie. Ale tak mi trochę przykro. Wyszło jak wyszło. Tytuł nie odpowiada historii. Nie wiem w ogóle po co on jest. Why didn't she tell me? Ale co? Ale czego? To bez sensu. Tracę coś. Czuję się, jakbym coś traciła. Nie wiem o co chodzi.

[Temari]
Jadę na swoją salę. Znów spotkam Shikamaru. Tak dawno się z nim nie widziałam. Ale czy na pewno dobrze robię? Dziecko rozwija się dobrze. Tak powiedziały mi pielęgniarki. Mam w sobie dziecko. Z Shikamaru. Nie mogę teraz się wycofać. Ale chyba... naprawdę go kocham. I dla dziecka na pewno dobrze robię. Ono musi mieć ojca. Leniwego, głupiego ale nadal ojca. 
Podobno straciłam pamięć. Nie wiem nic na ten temat. Nie pamiętam nic, co działo się po tej akcji z innymi shinobi. Czego oni w ogóle ode mnie chcieli? teraz to już nie ważne, ale oby nie zaatakowali ponownie. Ale jak na razie nie zamierzasz nigdzie iść. Kankuro się pewnie wkurzy. Chyba że Shikamaru pójdzie ze mną. Nie chcę go opuszczać. Nie wiem, jak mogłam go nie pamiętać. To musiało być dla niego straszne. On mnie chyba nadal kocha. A raczej nie chyba, a na pewno. Tak Temari. - uniosłam rękę w geście zwycięstwa. - Masz kogoś, kto cię kocha, nie spierdol tego. - zaśmiałam się pod nosem. 
- Co się stało? - spytała pielęgniarka.
- Nic, kocham tylko swoje przemyślenia. I kocham pewnego chłopaka.
- Właśnie do jedziesz, prawda?
- Wie pani, miłość to wspaniałe uczucie. Pani ma kogoś, kogo kocha?
- Tak, to wspaniały mężczyzna.
Lekarka przeszła obok nas. Widać było, że nadsłuchuje jednym uchem o czym rozmawiamy. Nie podobało mi się takie zachowanie, ale wolałam się nie odzywać. Pielęgniarka wjechała ze mną do mojego pokoju, ustawiła łóżko tak jak stało wcześniej i wychodząc nie domknęła drzwi. Słyszałam jej rozmowę z lekarką. Rozmawiały o mnie i mojej rozmowie z jedną z kobiet. 
- Dlaczego ją okłamałaś? - spytała lekarka.
- Nie chciałam jej dobijać, jest chyba szczęśliwa.
- Ale czy tobie wtedy nie jest ciężko? Wiesz, twój mąż...
- Tak, był wspaniały, póki nie zginął. Nic mi po nim nie zostało. Widać tak już musiało być.
Wstałam i zamknęłam drzwi. Nie chciałam tego słuchać. Było mi przykro, że ja jestem szczęśliwa, a ktoś nie. Ale na jak długo?
- Tem, co jest? - spytał Kankuro.
- Nic, tylko... szkoda, że nie każdy może mieć miłość przez całe życie. - powiedziałam i podeszłam do Shikamaru.
- Jesteś w samych skarpetkach, przeziębisz się. Ta podłoga jest zimna. - chłopak powiedział i wziął mnie na ręce, a ja korzystając z okazji pocałowałam go. Kątem oka dostrzegłam minę Kankuro.
- Mała, nie przeginaj.
- Jestem starsza.
- Ale ja wyższy, no już. Koniec  Shikamaru, postaw ją. I tak już jestem zły.
Shika posadził mnie na łóżku, a sam usiadł obok, lecz nie mógł się powstrzymać i objął mnie w pasie. Kankuro nie mógł nami rządzić. Racja, nie mógł. Położyłam głowę na ramieniu Shikamaru.
- Kankuro, nie wiem o co ty się tak wściekasz. - powiedziałam. - Czy robię coś niedozwolonego?
- Tak. Jest to niedozwolone w moich zasadach pilnowania siostry. Już i tak zawaliłem dając Ci zajść w ciążę.
- Kankuro... Shikamaru, powiedz mu coś!
- Wiesz, że nie wiem nawet jak byś się starał, nie upilnujesz jej. - powiedział brunet.
- Właśnie. - dopowiedziałam.
- Ty siedź cicho, mała. - Kankuro powiedział wskazując na mnie palcem.
- Jest 20:30, a ona ma pełno energii.
- Kankuro, gdzie ty w ogóle śpisz?
- W domu Shikamaru.
- To idź tam i idź spać.
- Jest za wcześnie. A poza tym... Nie zostawię Cię samej z nim na noc, kiedy już jesteś świadoma!
- Kankuro, po prostu idź. - powiedział Shika.
- I ty przeciwko mnie.
- Bywa.
- Jesteście okropni. - powiedział i zaśmiał się.
- Kankuro. - powiedziałam przeciągając ostatnią literkę jego imienia.
- Już, już idę, dobra. - wstał. - Cześć, mała. - powiedział, pocałował mnie w czoło, a następnie wyszedł z pokoju rzucając - Pa Shikamaru.
- Idź zobacz czy stoi. - powiedziałam do chłopaka, a ten wstał i sprawdził.
Nie było go. Chłopak pokręcił głową.
- Czyli poszedł.
- Tak.
- Wiesz, już zawsze będę cię pamiętać.
- Nie wiesz tego. Wiedziałaś, że stracisz pamięć? Nie wiedziałaś.
- I nawet nie wiem co wtedy robiłam.
- Zachowam te wspomnienia dl siebie. To było bolesne.
- Przepraszam.
- Nie masz za co. Przecież to nie twoje wina.
- Wiem, ale i tak...
Shikamaru podszedł do mnie i usiadł obok na łóżku. Czułam, że zaraz coś się stanie. I stało się. Chwycił moją rękę i splótł ze mną palce, a następnie ujął moją twarz i musnął moje usta, po czym delikatnie je pocałował.
- Wiesz.... zostanę tutaj z tobą.
- Co? Co na to Kankuro? I Gaara. Nie możesz ich tak zostawić.
- Tyle planów, tyle marzeń. Ale teraz mam dziecko.
- Nie chcesz go?
- Chcę, ale...
- Ale?
- Ale nie wiem, czy będę umiała sobie poradzić.
- Na pewno ci się uda.
- Jak chcesz nazwać dziecko?
- Jestem prawie pewny, że będzie chłopiec. Od zawsze marzył mi się mały Ryu. Będzie silny jak smok.
- Podoba mi się. A co jak będzie dziewczynka?
- Akemi. Piękna Akemi.
- A co powiesz o Satomi? Mądra i piękna.
- Jest super.
- Teraz tylko czekać, aż poznamy płeć dziecka.
- Dokładnie.
[3 osoba.]
Temari leżała w szpitalu jeszcze parę miesięcy. Kankuro również został w Konoha. Mieszkał na koszt rodziny Nara. A Shikamaru z nimi siedział. Zaczął wracać do domu na noce. Nie mógł żyć tylko w szpitalu. Mało jadł. Ale był z nią.
Rana na głowie dziewczyny goiła się bardzo dobrze, wręcz idealnie była zagojona. Teraz trzeba czekać, aż włosy w pełni odrosną.
Wczesna wiosna. Rodzeństwo piasku za długo było w Konoha, musieli wracać do domu. Gaara na nich czekał. Pozostała najgorsza rzecz. Pożegnanie. Shikamaru nie mógł iść z Temari. Był potrzebny wiosce. Tsunade awansowała go. Pełnił ważną funkcję w wiosce. Odziedziczył ją po swoim ojcu. Główny strateg wioski. Jego ojciec chciał od wszystkiego odpocząć. Teraz Shikamaru przygotowuję strategię dla grupy ninja udających się do Kraju Lodu. Jednak w całym natłoku pracy znalazł czas, by pożegnać się z ukochaną.
- A więc naprawdę musisz iść. - powiedział Shikamaru.
- Pewnego dnia będziemy uśmiechać się i śmiać, ale na razie tylko płaczemy, bo tak trudno jest powiedzieć 'żegnaj'... - powiedziała blondynka, a z jej oczu poleciało kilka łez.
- Temari, nie płacz. - Brunet podszedł do niej i przytulił ją. - Jeszcze się zobaczymy.
- Wczoraj odeszło, musimy iść dalej. - blondynka ciągnęła dalej. - Jestem wdzięczna za wszystkie momenty, tak szczęśliwa, że cię poznałam. I zatrzymam cię w sercu.
- Temari. - Kankuro wziął mnie na bok. - Mówisz, jakbyście mieli się już nie zobaczyć.
- Ja wiem, ja wiem.
- Tem, co ty planujesz?
- Nic. I to właśnie jest najgorsze. - powiedziała dziewczyna, a następnie podbiegła do Shikamaru i wtuliła się w niego.
- Zawsze będę cię pamiętać.
- Ta samo powiedziałaś mi w szpitalu parę miesięcy temu. - powiedział i mocno przytulił dziewczynę.
Zniżył się i podniósł bluzkę Temari odkrywając jej już zaokrąglony brzuch. Delikatnie przejechał po nim ręką, by za chwilę pocałować go i posłuchać kopania dziecka. To było cudowne, ale tak nie mogło być.
- Przyjdę jak tylko się urodzi.
- A mnie pocałujesz?
Chłopak popatrzył chwilę w oczy dziewczyny, a następnie bez wahania pocałował ją.
- Ten ostatni raz. - powiedziała.
- Co?
Temari chciała uciec. Wyrwała się do biegu, lecz chłopak złapał ją za nadgarstek.
- Puść mnie.
- Nie.
- Proszę. - blondynka powiedziała to, błagając i płacząc.
Shikamaru puścił, a dziewczyna ponownie wyrwała się i pobiegła za brata, łapiąc na nadgarstek. Panicznie płacząc błagała go, żeby już poszli.
- Kankuro! Chodź!
Ten pożegnał się z Shikamaru i pobiegł razem z siostrą za bramy wioski.
[Temari]
Biegliśmy już dwa dni. Było strasznie gorąco, a ja byłam strasznie zmęczona. Dziecko utrudniało mi szybkie poruszanie się. Nagle zatrzymałam się na środku pustyni.
- Zróbmy przerwę.
- Okej.
Zrobiliśmy postój. Usiedliśmy na dużych głazach. Wokół był tylko piasek. Dobrze, że Kankuro ma zapas wody, bo chyba bym uschła. Szybko chwyciłam od niego butelkę i wypiłam dużą ilość. Następnie oddałam ją. Nastała cisza, którą przerwałam po 15 minutach.
- Idź dalej. Ja... Muszę jeszcze gdzieś pójść.
- Chyba żartujesz, że puszczę cię samą po tym co stało się parę miesięcy wcześniej.
- No tak. To chodź ze mną.
- A co z Gaarą? Czeka na nas.
- Czekał tyle miesięcy to poczeka dodatkowo jeden dzień.
- Wiesz ty co...
- No chodź. Mówię ci, muszę gdzieś iść i coś zrobić.
- No to chodź.
Poprowadziłam Kankuro w pewne miejsce. Był to kanion. Wielki, głęboki, długi kanion.
- Po co tu przyszliśmy? Temari, robi się ciemno, wracajmy.
- Boisz się?
- Ostatnio nie jest tu bezpiecznie. Nie mam zamiaru zostać zaatakowany.
- Przykro mi, że będziesz wracał sam.
- Co?
- Nic.
- Sam?
- Przejęzyczyłam się.
Podeszłam niebezpiecznie blisko krawędzi kanionu.
- Temari. Co ty robisz?
Odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechnęłam się.
- Od zawsze tego chciałam Kankuro.
- Temari. Nie rób tego.
- To będzie jedyna zła decyzja której nie będę żałować. A może to jednak dobra decyzja?
- Nie, to nie jest dobra decyzja, przestań.
Chłopak podszedł krok do przodu, a wtedy ja się cofnęłam. Połowy stóp 'stały' nad przepaścią.
- Tem. Przestań.
Dlaczego tu tak gorąco? Strasznie mi gorąco. Czy ja naprawdę chcę to zrobić?
- Spokojnie, podejdź do mnie spokojnie.
- Nie, Kankuro. To koniec. Właśnie tutaj to zakończę.
Kankuro poleciały łzy z oczu, przez co makijaż na jego twarzy rozmazał się. dawno nie widziałam, żeby on płakał. I teraz robi to przy mnie, gdy chcę się zabić. Co ty robisz, Temari.
- Nie możesz. Nie możesz tego teraz zrobić.
- Przepraszam. - powiedziałam i zrobiłam kolejny krok do przodu.
W tym samym czasie Kankuro rzucił się do przodu. Był tak blisko, ale złapał nie tylko za jedną rękę.
- Nie dam ci umrzeć! Nie po tym co przeszłaś! Przecież było tak dobrze! Co się stało?!
- Nie wiem!
Wisiałam przez chwilę. Kankuro siłował się ze mną, by następnie powoli wciągnąć mnie górę, a ja wpadłam w jego ramiona. On mocno mnie przytulił.
- Nie pozwolę ci umrzeć. Wracamy do domu..
- Ale ja muszę.
- Nie musisz. Nie możesz. Wracamy. Gaara się o wszystkim dowie.
- Nie mów mu! Nie o tym!
- Muszę.
- Nie musisz.
- W takim razie ty nie musisz się zabijać. Pomyśl, masz nas, mnie, Kankuro i Shikamaru. Wszyscy trzej ogromnie cię kochamy. Jestem tego pewny. Masz dziecko. Przed sobą całe życie.
- Serio?
- Czasami cię nie rozumiem.
- Ja też siebie nie rozumiem.
No tak. Nie rozumiałam siebie. Chciałam się zabić? Dlaczego? Boję się wychowywania dziecka? Jest już za późno, by usunąć ciążę. Dziecko urodzi się za dwa miesiące. Kim ja niby jestem, żeby odstawiać takie szopki? Jestem tylko zwyczajną dziewczyną. Czas iść do przodu. Stawię czoła przyszłości. Nie wiem, czy na pewno sobie poradzę, ale hej. Shikamaru mówił, że przyjdzie, jak tylko dziecko się urodzi. Ja mu powiedziałam, że to ostatni raz. Ciągle go tylko ranię. A gdybym skoczyła, nigdy by mi tego nie wybaczył. Że zabiłam siebie i jego dziecko. Jego? Nasze.
- To teraz wrócisz ze mną do domu?
- T-tak.
Kankuro wstał i otaczając mnie ramieniem pomógł mi wstać. Ruszyliśmy w drogę. W wiosce byliśmy rano. Gaara powitał nas w domu.
- Dlaczego nie jesteś w biurze?
- Kogo to teraz obchodzi! Wróciliście! - czerwonowłosy powiedział i rzucił się na nas, po czym mocno uścisnął. - Tęskniłem.
- Gaara. Nie chciałbym teraz psuć atmosfery, ale musimy pogadać.
- Pogadać? O czym?
- Temari.
- A tak a propo, Tem, do jakiej długości zapuszczasz włosy?
- Bardzo śmieszne! - zaśmiałam się.
- Gaara, to poważne.
Natychmiast przestałam się śmiać i przybrałam grobową minę.
- Co znowu? - zapytał Gaara.
- Chodźmy może do salonu. Tam ci wszystko powiem.
- No to chodź.
- Ty też Temari.
- Idę, przecież idę.
Usiedliśmy w salonie. Gaara na fotelu. Kankuro na kanapie, a ja obok niego jak najdalej od Gaary.
- Ej, jak Gaara będzie chciał mnie za to zabić, uratujesz mnie, prawda?
- Dlaczego miałbym cię zabić?
- Wiesz, gdzie jest ten kanion? Ten duży, głęboki, szeroki i długi na wschód od wioski?
- No jasne.
- Temari chciała tam odebrać sobie życie, skacząc.
- TY IDIOTO! DLACZEGO JEJ W OGÓLE POZWOLIŁEŚ NA ZBLIŻENIE SIĘ TAM!
- Dlaczego to mi się obrywa, a nie jej?
- Jej też się zaraz oberwie.
- Co? - zapytałam przerażona.
Gaara wstał i podszedł do mnie, by następnie usiąść, objąć ramieniem i zapytać się czy wszystko u mnie dobrze. Miło jest, gdy ktoś się o ciebie troszczy. Ma się poczucie, że jest się bezpiecznym.
- Jak się czujesz?
Oparłam głowę na jego kolanach i położyłam się na kanapie.
- Gaara, nic nie jest okej.
- Co dokładnie? O czym mówisz?
- Boję się.
- Czego?
- Nie będę umiała wychować tego dziecka. Do tego pożegnałam się z Shikamaru jakbyśmy mieli się już nigdy nie zobaczyć i powiedziałam mu, że pocałował mnie ostatni raz....
- Pocałował cię? - przerwał mi Gaara.
- Nie. - odpowiedziałam szybko, a Gaara się zaśmiał i pogłaskał mnie po głowie.
- Nie martw się. Spotkacie się i wszystko się ułoży. On ci pomoże wychować dziecko. Bo jak nie, to zobaczy.
- Tylko go nie strasz.
- Wcale nie miałem takiego zamiaru. - tym razem Gaara powiedział to szybko i to ja się zaśmiałam.
- Dzięki. - podniosłam się i pocałowałam Gaarę w policzek.
- Czuję się taki samotny. - powiedział z udawanym płaczem Kankuro.
- No już, już. - usiadłam na kolanach Kankuro i też go pocałowałam, po czym wtuliłam się w niego.
- Cieszę się, że mam braci.
- A ja się cieszę, że mam siostrę. No i tego kurdupla. - powiedział Kankuro.
- A ja się cieszę że mam siostrę i brata, o!
Wszyscy zaśmialiśmy się. Podobała mi się taka atmosfera. Czułam się jak w rodzinie, którą rzeczywiście miałam. Niedługo urodzi mi się dziecko i moja rodzina się powiększy. Miałam z tym pewne obawy, lecz myślę, że miną wraz z ujrzeniem dziecka.
- Temari, powiedz mi, bo jeszcze tego nie wiem, a jestem bardzo ciekawy.
- Ale co?
- Chłopiec czy dziewczynka?
- Dziewczynka.
- Jak jej dasz na imię?
- Chciałam Satomi, a Shikamaru proponował Akemi. Ale chyba zostanie Satomi.
- Mądra i piękna, tak?
- Dokładnie.
- Świetnie.
- A ty nie powinieneś być w biurze?
- Dzisiaj mam czas dla was. Jak coś ważnego, przyjdą tutaj.
- Jasne.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. czerwonowłosy przybrał złą minę. Jest poranek, a oni już nachodzą go w domu. Nie może pobyć z rodziną. Ciekawe co myślał. Może przeklinał tego kogoś w duchu? Jednak mimo złości wymalowanej na twarzy pobiegł otworzyć.
- Słucham?
- Matsuri wróciła z misji. I jest w krytycznym stanie w szpitalu.
- Co?
- Temari, Kankuro, ja..
- Jasne, idź do niej. Poczekamy.
- Dzięki.
I Kazekage wybył z domu.



Ten rozdział pisało mi się bardzo lekko. To chyba dobrze. Słuchałam przy nim starej muzyki pop. :D

4 komentarze:

  1. "Tracę coś. Czuję się, jakbym coś traciła. Nie wiem o co chodzi." ~Te słowa mi się nie podobają...oj nie podobają mi się dziewczyno!
    Jeśli chodzi o tytuł, to nie musi on mieć najmniejszego nawet sensu, jest po to by zaskakiwać lub ogłaszać oczywistości, jest po to by po prostu być. ;)
    Początek naprawdę ciekawy, "i ty przeciwko mnie?!" słowa Cezara ^^
    Widać, że już zaczynają planować swoją przyszłość, mi osobiście spodobało się imię da chłopca, ale jeśli o tąparkęmi chodzi to zawsze wyobrażam ich sobie tak, jak przedstawia ich Rama-chan tzn. 2 dzieci-, starsza dziewczynka i młodszy chłopiec.
    Tak, oni nie potrafią się żegnać... To było trochę...straszne, to ich pożegnanie "ostatni raz..."
    Dlaczego? Ja się pytam dlaczego? Temari dzięki tobie prawie znów by umarła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście nie skończyłam mojego komentarza bo się nie podpisałam ;P
      Po prostu śpieszyłam się jak na zawał i nie mogłam dokończyć pisać.
      Końcówka mi się podobała strasznie, no i teraz jeszcze dochodzi ciężko ranna Matsuri.
      W każdym razie cieszę się z nowego rozdziału, liczę na kolejny w najbliższym czasie!
      Dużo Chakry!!
      Aki

      Usuń
    2. To kiedy Następny rozdział? Już nie mogę się doczekać ^^

      Usuń
    3. Postaram się napisać coś jutro, i pojutrze, prawdopodobnie w weekend, bo mam kilka problemów z czego jeden bardzo poważny.

      Usuń