21.06.2017

Przepis. Część 2.

Barbie

Nigdy nie powiedziałem, że jej nie kocham. Tak naprawdę od zawsze była dla mnie ważna, nie patrząc na to co się działo. Była moją siostrąchociaż nie zawsze było po nas to widać. Przypominaliśmy bardziej skłóconych wrogów. Nikt nie wiedział, ile dla mnie znaczy.
Gaara opuścił wioskę, a ja mogłem przystąpić do swojego planu nie-daj-temari-uciec-ci-z-pola-widzenia. Jest tu tylu ludzi, że jej nie widzę. Dobra, Kankuro. Nie panikuj. Plan B -znaleźć-temari rozpoczęty! Przedzieram się przez ludzi, którzy rozmawiają o tym co, dzisiaj się wydarzyło. Słyszę komentarze na temat Kazekage i tego co dzisiaj zrobił. Usłyszałem kilka opinii dotyczących mnie. Co to w ogóle jest? Od zawsze puszczałem takie uwagi mimo uszu, gdy nagle dotarło do mnie zdanie, którego nie mogłem po prostu olać. Ta dziewczyna, ta blondynka. Widziałeś ją? Niezła jest. Pomyśl jak cudowna może być w łóżku. Odwróciłem głowę w kierunku źródła dźwięku. Dostrzegłem grupkę ninja, 3 chłopaków i dziewczyna, prawdopodobnie jednego z nich. Że też pozwala, żeby tak przy niej mówili. Zresztą, co ja gadam. Temari naprawdę nie jest lepsza.
Podszedłem powoli do tych dzieciaków. Wyglądali na trochę starszych ode mnie, jakieś dwa, trzy lata. I nadal tak niedojrzali. Przez chwilę mierzyłem się wzrokiem z tym chętnym na moją siostrę. Chciałem się z nimi zaprzyjaźnić, ale póki co wszyscy działają mi na nerwy.
- Z tego może wyjść niezłe gówno.
- Co? - rzucił chamsko.
- Otwarcie mówisz o pieprzeniu mojej siostry. To ci nie wyjdzie na dobre. 
Nic nie odpowiedział. Stał i patrzył się na mnie, a po jego minie wywnioskowałem, że właśnie go zgasiłem. To śmieszne, jak bardzo próbował to ukryć przed swoimi znajomymi. Dlaczego oni muszą tak bardzo utrudniać powierzone mi zadanie?
- Pilnuj się kurwa.
- Zostaw ich - usłyszałem za sobą. O! Kolejny super odważny? - Nie są tego warci.
Obok mnie stanął chłopak. To ten, który podczas dyskusji zadawał mnóstwo pytań. Jest naprawdę inteligenty, ale nie myślałem, że zainteresuje się taką sprawą. Jak on miał na imię? Nie wygląda na takiego, co by się interesował czymkolwiek. Odważny splunął, rzucił do swojej grupy polecenia i wszyscy oddalili się od nas jak najszybciej.
- Daj sobie z takimi spokój, co. Shikamaru jestem.
- Kankuro. Sory, ale nie mam teraz czasu szukam kogoś.
- Najgorszej Kobiety? Więc ma na imię Temari. Dużo przyjemniej to brzmi.
Czy wszyscy ją już tu znali? Odstawiła na początku takie przedstawienie, by stać się gwiazdą? Nie, na pewno nie. Ona dobrze wie, że i bez tego szybko byłoby o niej głośno. Po moim wyjaśnieniu dotyczącym pilnowaniu Temari postanowił, że pójdzie ze mną. Cieszę się, że łatwo udało mi się pominąć powód, dla którego muszę ją znaleźć. Powiedział, że pokaże mi najpopularniejsze miejsca, w których, jak mu się wydaje, może być moja siostra. Byłem mu wdzięczny, bo podczas szamotania się wśród ludzi zdążyłem stracić orientację w terenie kilka razy i aktualnie nie wiem gdzie jestem, ani jak wrócić do punktu wyjścia. Brawo Kankuro, powinieneś bardziej przyłożyć się, do ogarnięcia wioski - kiedyś wroga - sojusznika. W pewnym momencie chłopak stanął, a ja ledwo co wyhamowałem za nim. Odwrócił się i powiedział mi, że ją widzi. Wyjrzałem zza niego i zobaczyłem jak Temari leży na jakimś podwyższeniu i zgasza niedopałek papierosa. Nie lubiłem jak paliła. Ani jak piła i brała cokolwiek innego. To ją tylko niszczyło. Shikamaru odruchowo wyjaśnił mi, skąd może owego papierosa posiadać. Naprawdę musiałem wyglądać na zdezorientowanego. Brunet sam wyciągnął paczkę fajek i wyjął jednego, a następnie wykonał ruch w moją stronę. Jak dają, to bierz, mawiają. Zapaliliśmy i ruszyliśmy w stronę dziewczyny. Muszę przyznać, że naprawdę wyglądała seksownie. Zganiłem się za tę myśl i rzuciłem w jej stronę małą paczkę. Trafiłem w brzuch, mam nadzieję, że wcześniej zdążyła zauważyć, że się zbliżamy.
- Hej!
- Idź się w to przebierz. Wiem, że jak zostajesz gdzieś na dłużej, nie lubisz siedzieć w tym ubraniu.
- Dzięki za troskę, barbie - powiedziała i uśmiechnęła się ironicznie w moją stronę. Zeskoczyła z sceny biorąc rzeczy i ruszyła w stronę najbliższej knajpy. Na moją uwagę, że ma zaraz wrócić machnęła ręką. Kocham tę kobietę.
Usłyszałem krótki cichy śmiech ze strony chłopaka, więc spojrzałem na niego pytająco.
- Barbie? - nadal się śmiał. Teraz to ja machnąłem ręką.
Usiadłem z nim na jednej z kilku, jak się później okazało, drewnianych scen. Dowiedziałem się, że to miejsca jest oblegane przez ludzi, którzy zazwyczaj nie mają co robić. Przychodzą tutaj i siedzą całymi dniami rozmawiając z ludźmi, paląc i pijąc. Podobno co chwila słychać tu też gromki śmiechu i dźwięk tłuczonego szkła. No, super miejsce. Temari się w nim zakocha.
Nim zdążyłem zauważyć, zaczęło się tu schodzić mnóstwo ludzi. Tak jak mówił Shikamaru, zaczynają pić. Nawet nie potrzebują powodu, jednak dzień dzisiejszy jest wyjątkiem. Opijają pokój i każdy jest szczerze zainteresowany nowo przybyłymi. Po chwili wokół mnie zbiera się grupka ludzi. Wypytują o mnóstwo rzeczy, po czym z uwagą słuchają tego, co im powiem. Czułem się trochę jak bóstwo. No, tylko do czasu. Póki temat nie zszedł się na Temari.
- Jest twoją siostrą?
- Tak.
- WOW.
Każdy się nią zachwycał nie podając szczególnie powodu. Była przecież całkiem zwyczajna. Powiedzmy. Słuchałem z nieukrywaną ciekawością co mają na jej temat do powiedzenia i tym razem nie wkurzałem się, gdy usłyszałem uwagę godną strzelenia mówcy w pysk. Spytałem dlaczego tak ją uwielbiają i to był chyba błąd. Zaczęli snuć długą listę powodów za którą ją kochają, jednak tymi najważniejszymi powodami było jej ciało. Piękne, zgrabne. Była szczupła, lecz miała krągłości tam gdzie trzeba. Urodę też miała nienaganną. Chodzący ideał!
- Jest przerażająca. Agresywna. I jest Najgorszą Kobietą.
W tej kwestii też się z nimi zgodzę. Żałuję tylko, że nie znają do końca jej charakteru. Niech zamieszkają z nią chociaż na tydzień. Nie mówili by wtedy takich rzeczy tak publicznie. Ona może podsłuchiwać. I taką mam nadzieję, bo jeśli jej tu nie ma, to mam poważny problem. Minęło już trochę czasu, a nadal nie wracała. Kurwa, znalazłem ją, po czym pozwoliłem jej ponownie zwiać. Kto powiedział, że człowiek zawsze musi myśleć, co robi? No tak, ja. Właśnie wykazałem się swoją głupotą. Temari, nie rób nic głupiego i wracaj.
Z każdą następną chwilą narastała we mnie potrzeba szukania tej dziewczyny. Minuty się dłużyły, a po godzinie stwierdziłem, że mam tego dość. Oby Shikamaru poszedł ze mną, bo sam pewnie się zgubię. Jestem tak głupi. Mijałem ludzi z nadzieją, że gdzieś zobaczę tego chłopaka, ale on też zniknął bez śladu. Zjebałem sprawę. Brawo, Kankuro.
Odnalazłem każdego. Swoich, nie swoich, Shikamaru. Ale Temari nie widziałem od paru godzin. Ona naprawdę lubi mnie wkurzać. Nie chcę nawet myśleć co się stanie, gdy Gaara dowie się o tym. Najlepsze jest to, że to nie jej się dostanie, a mi. W końcu miałem jej pilnować.
Obeszliśmy każde z miejsc, w którym mogła być (albo leżeć pijana) moja siostra. Każdy twierdzi, że nie widział, nie wie. I każdemu mam dać spokój. Przeze mnie Suna wychodzi na napastliwą wioskę. Ale czy mogę zrobić coś innego?
Pamiętam, jak byliśmy mali i Temari zgubiła się poza wioską. To było jeszcze wtedy, gdy była małą dziewczynką. Była wrażliwa i umiała dostrzec coś, czego ja nigdy nie potrafiłem. Wiele razy tłumaczyła mi, że te jej rośliny i zwierzęta mają duszę, otacza je aura, którą ona czuje. Zanurzała się w niej coraz bardziej i traciła kontakt z rzeczywistością. Tylko ona i jej świat. Jakoś nigdy mi to nie przeszkadzało, bo wtedy nie denerwowała się na mój brak wrażliwości. Ale wszystko skończyło się, gdy w pewnym momencie zniknęła mi z oczu. W tamtym momencie ogarnęło mnie przerażenie. Miałem jej wtedy pilnować i gdy tylko spostrzegłem jej nieobecność, zacząłem panikować i obracać się w koło, jednak otaczały mnie tylko drzewa, krzaki, a jedyne odgłosy jakie słyszałem, to świergot ptaków. Na szczęście obecna sytuacja nie trwała zbyt długo. Tem była tak mała, że krzaki z łatwością ją całkowicie zakryły. Nic się nie odzywała, bo oglądała zwierzęta. Gdy zacząłem ją wtedy nawoływać, spłoszyłem je. Była na mnie niesamowicie zła, ale wtedy liczyło się dla mnie to, że jest obok. W obecnej sytuacji ta historia wydaje się być śmieszna. Dopiero teraz naprawdę ją zgubiłem i dopiero teraz mam prawo panikować na poważnie. Ona może być wszędzie i robić wszystko. Ja mogę tylko mieć nadzieję, że nie zrobi sobie dużej krzywdy.
Nie panikuj. Nie okazuj strachu. 
Jak mam kurwa tego nie robić, jak obszedłem wszystkie miejsca mogące spodobać się Temari? Ukrywanie tego i tak nie ma już sensu. Shikamaru i tak już wszystko dostrzegł. Widzę to po nim. Pewnie dlatego nadal ze mną jest. Gdybym tak nie panikował, pewnie już by mu się to znudziło. W ten sposób ma darmową rozrywkę. Ale w ogóle się nie uśmiecha. Nie rozumiem tego gościa.
Działałem w pojedynkę, zawiodłem. Shikamaru też słabo wpływa na sytuację. Czy to już czas, bo prosić o pomoc Konoha? Naprawdę nie potrafię sobie sam poradzić? Ja? Ninja z Suny. Jestem kompletnie żałosny, ale to chyba jedyna nadzieja na odnalezienie Tem jeszcze dzisiaj. Robi się ciemno, a wiem, że dla mojej siostry to idealna pora na zrobienie jakiegoś głupstwa.
- Mogę poprosić innych o pomoc?
- Innych? To znaczy? - spytał zbity z tropu chłopak.
- No was, ninja z Konohy. To nie jest miła sytuacja dla nikogo z nas. Ona może zrobić krzywdę sobie, jak i innym. Trzeba raz, a porządnie zakończyć ten cyrk, który robi.
- Zakończyć, czyli... Chcesz ją zabić? O czym myślisz?
- Nie, nie, heh. - Zaśmiałem się nerwowo - Wyleczyć.
- Chodźmy do Hokage.
Grzecznie pomaszerowałem we wskazane miejsce razem z nowym przyjacielem. Całą przebytą drogę zastanawiałem się, jak ubrać w słowa zaistniałą sytuację. Nie chciałem mówić zbyt dużo o siostrze i jej problemach. Na pewno chciałaby się zagłębić w jej historię. Zupełnie inaczej niż Shika.
Myśli kłębiły się, plątały, wirowały. Myśl, co powiedzieć by było dobrze. Nim się spostrzegłem, byliśmy pod biurem przywódcy, a po chwili usłyszałem energiczne "Proszę". No brawo, Kankuro, nic nie wymyśliłeś. Szybko, sekundy się liczą.
- Witam Hokage-sama. Mamy problem.
No i proszę, sprawa sama się rozwiązał. Shikamaru załatwi to raz dwa i po krzyku. Na pewno wie co powiedzieć. Jemu łatwiej rozmawiać ze swoimi. Zazdroszczę mu tego, bo ja nie umiem. Albo nie. Inaczej. Z nimi się nie da normalnie porozmawiać. Na pewno nie z moim rodzeństwem.
Hokage zlustrowała mnie od góry do dołu, po czym wróciła do wypełniania papierów. Zauważyłem, że nie zaskoczył jej mój widok. Wyglądała raczej, jakby spodziewała się mojej wizyty.
- Chodzi o twoją siostrę, prawda? - spytała nie podnosząc wzroku znad kartki.
Czy naprawdę aż tak widać, że mamy z nią problem? Głupi, oczywiście, że widać. Wparowała do wioski, a jej ordynarny język każdy słyszał, z pewnością, doskonale. Oni nie byli głupi. Miałem tylko nadzieję, że nie zainteresują się nią bardziej. W końcu nasze prawdziwe działania pozostawały w tajemnicy przez Konohą, jak i również większością naszych ludzi. W zasadzie, to prawie nikt o tym nie wiedział oprócz mnie i Gaary. Niestety jedyny mankament, to fakt, że Temari też wiem o planie, a robi wszystko, by go doszczętnie zniszczyć. 
- Czy może o coś innego? - ledwo wydusiłem z siebie te słowa.
Czuję ogromną gulę w gardle. Pierwszy dzień bratania się z wrogiem, do tego słabszym, a oni już wiedzą.
- Nie wiem gdzie jest, a nie powinna przebywać sama. Muszę ją znaleźć.
Tsunade uśmiechnęła się enigmatycznie. Skinieniem głowy poleciła nam usiąść, a sama wyszeptała coś do swojej asystentki. Ta następnie wyszła i nie wracała przez dobre 20 minut. Cisza, jaka nam przy tym towarzyszyła była dla mnie horrorem. Jedyne o czym myślałeś, to o jak najszybszym znalezieniu Temari. Moje usilne myślenie przerwał Shikamaru radząc mi się trochę uspokoić. Miał rację. Przecież czekamy, nic więcej teraz nie zrobię. Zagadałem go o zwyczaje w Konoha. W ten sposób czas szybciej zleciał, a ja mogłem ich poznać. Po to tu jestem. Chwilę po tym, jak Shikamaru kończył jedną z opowieści o sytuacji sprzed 2 lat, jak to jacyś nowicjusze pomylili się na misji do pokoju weszła ta sama kobieta z kilkoma ninja w mniej więcej moim wieku. Dostrzegłem tam też Kibę i jego psa. Nie sądziłem, że zgodzi się pomóc po ostatnim naszym spotkaniu. Każdy z osobna się uśmiechał i był gotowy mi pomóc. Pierwsze co zrobiliśmy, to podzielenie się na pary. Nie było sensu chodzić grupą, za to w ten sposób odwiedzimy więcej miejsc w krótkim czasie. Ostatecznie postanowiłem wyruszyć z Shikamaru. Nie znałem nikogo innego, a nie miałem ochoty spędzać czasu z Kibą. Oprócz nas, do poszukiwań dołączyli inni, jednak nie udało mi się spamiętać imion każdego z osobna. Z tego co usłyszałem, pomaga mi jakaś Sakura i dziwny chłopak, Lee. Wszędzie go pełno. Nad resztą nie zastanawiałem się za bardzo, jakoś nie specjalnie moim aktualnym priorytetem jest zapoznanie się z nimi. Wyruszyliśmy niedługo później, każda para w inną stronę. Wioska była spora, a dzięki Tem mogłem ją bardziej poznać. Szczęście w nieszczęściu. Jeśli tylko Gaara się nie dowie jak się sprawy mają.
- Ostatnio mamy tutaj mały problem - odezwał się Shikamaru pod dłuższej chwili.
- To znaczy jaki problem?
- Próbujemy tępić większość dragów, jednak one przetaczają się przez nas jak huragan niepostrzeżenie. Czasami nawet nie wiemy co to jest, a skoro twoja siostra lubuje się w takich problemach, bardzo prawdopodobne jest, że na nich trafiła.
Otworzyłem oczy z niedowierzania. Jego głos był spokojny, lecz błysk w oku ostrzegał mnie przed najgorszym. Nie sądziłem, że sprawy tak się posypią. Poczułem się dokładnie tak samo, jak tego pamiętnego dnia. Martwiłem się o moją siostrę podczas, gdy była znienawidzona przez większość społeczeństwa.
- Cudownie - rzekłem i zamknąłem oczy. Westchnąwszy, ruszyłem dalej.
Czas mijał niespostrzeżenie. W pierwszej chwili nie wiedziałem, że pomaga mi aż tyle osób. Klan Hyuuga wykonał naprawdę sporą część roboty. Bardzo szybko obeszli większość wioski. Niestety, gdy tylko ich spotkaliśmy, zakomunikowali nam, że Temari w wiosce nie ma. Kiba i kilku innych jego przyjaciół potwierdzili tę informację, a ma mogłem tylko stać i myśleć jaki jestem bezradny w ich towarzystwie.
Zawsze liczyła się dla mnie tylko walka. Oni byli słabsi i to automatycznie przerodziło się w zwycięstwo Suny i kontrolę nad nimi. Dlaczego jednak nigdy nie spojrzałem na nich od tej drugiej strony? Ich umiejętności poszukiwawcze oraz życzliwość, jaką mi okazali, mimo ostatnich lat walki były naprawdę cenne. Zaparli się i sprawdzili. Sprawdzili każdy zakątek w którym mogła być ta chora dziewczyna. Było im mnie żal. A wydawałoby się, że to dorosła dziewczyna pod opieką brata. Mogli tylko patrzeć, jak nieodpowiedzialna ona była. Ja niestety też się tym nie popisałem. 
- Czy jest choć najmniejszy cień szansy, że się pomyliliście i jednak ukrywa się gdzieś w wiosce? - spytałem z nieukrywaną nadzieją.
- Sprawdziliśmy dokładnie, nie ma mowy o porażce.
Byłem bliski załamania, gdy nagle moją uwagę rozproszył radosny okrzyk. Spojrzałem w stronę bram wioski i ujrzałem zadowoloną, biegnącą w naszą stronę blond czuprynę. Mnie zdecydowanie do śmiechu nie było, jednak wraz z resztą podszedłem bliżej do przybysza.
- Słyszałem, że mamy pokój z Suną. To chyba prawda, widząc was razem.
To Naruto, jinchuuriki Dziewięcioogoniastego. Słyszałem o nim wiele, lecz pierwszy raz dane mi jest go spotkać. Powitałem go tylko skinieniem głowy i powróciłam myślami do Temari. Nie słuchałem ich, kompletnie odciąłem się od tych ludzi mniej więcej w momencie, gdy Naruto zaczął opowiadać o powodzeniu swojej misji. Chciałbym, żeby moja też się powiodła. W wiosce jej nie ma, myśl, Kankuro, myśl, gdzie w takim razie może być. To oczywiste, że poza nią, jednak świat jest ogromny, mogła pójść gdziekolwiek.
- A może w lesie? - wyrwało mnie to z myśli.
- Co mówisz?
- A może poszukać jej w lesie? Gdybym chciał się schować przed ludźmi, to pewnie tam bym poszedł. Nie często pojawiają się tam tłumy. - odparł Naruto. - Też pomogę.
Zaczęli o niej rozmawiać, uroczo. Przyda się każda para oczu. Jak postanowiliśmy, tak też zrobiliśmy. Nim wszedłem, wiedziałem, że to nie będzie łatwe. Już na początku każde drzewo wyglądało tak samo. Stanęliśmy kilka metrów dalej. Otaczał nas całkowity mrok i cisza.
Ruszyliśmy przed siebie.

The Baddest Female
Czasami czułam się, jakbym urodziła się na nowo. Otwierałam oczy i żyłam jedynie obecną sytuacją. Liczyło się tylko to, co jest tu i teraz. Czy wszyscy rodzą się w rzygach na środku lasu? Po chwili jednak dostrzegałam pewną różnicę między obecną chwilą, a narodzinami. Próbuję sobie przypomnieć ostatnie kilka godzin, jednak mam tylko jedną, wielką, czarną dziurę. Ostatnie co pamiętam, to Konoha. Jestem zadowolona z siebie i swojego miejsca położenia. Chyba nie powinnam. Gdzie ja kurwa jestem?