01.02.2012

Wazuka demo tashika na nukumori. ♥

 Uwaga ! Według mnie to w ogólne nie trzyma się kupy, ale takie opowiadanie siedzi mi od rana w głowie. Mam nadzieję, że się spodoba. = 3


Może i to nic nie dawało, ale nie mogła się powstrzymać. Z wielkim smutkiem wbijała kolejną szpilkę. Zaczynało brakować miejsca. Próbowała się powstrzymać, ale potrzeba była zbyt mocna.
- Po co byłaś u tego cholernego psychologa ?! To jego wina ! Trzeba było zachowywać się normalnie ! Dobrze że mu nic nie powiedziałam ! - Kiyoe mówiła sama do siebie. Czy to nie dziwne ?
Psycholog powiedział że to pomoże. Niestety dziewczyna uzależniła się. Musiała codziennie szyć nowe lalki. Codziennie ta sama osoba krążyła po jej myślach. Codziennie on. Zgwałcił i porzucił, a wszystko przez ten cholerny zakład. Voodoo stało się częścią jej życia. Powiedzieli jej, że to jej pomoże, jednak wzbudzało tylko złość i chęć upokorzenia Kai'ego. To Daisuke go zmusił. Była tego pewna. Jeszcze po tej rozmowie telefonicznej. Wiedziała że nie powinna ich szpiegować, ale musiała się dowiedzieć prawdy. Jedyne słowa, które wzbudziły w niej niepokój dowiodły tego, że Kai nie miał innego wyjścia.
- [...] normalnego życia ?
- To Ty to zrobiłeś. Ty ją...
- Urusai* !
- Chcesz ją z powrotem, to zrób to. Nie ma innego sposobu żeby wmusić w nią te prochy. Potem Ritsu je odbierze. Oddasz ją w wyznaczone miejsce. On zrobi swoje.
- Soka*. Wtedy ją wypuścisz ?
- Jeżeli wypełnisz swoje zadanie poprawnie, nie widzę przeszkód.
Wiedziała, że mówią o niej. Poszła do lekarza, ale nic nie wykryli. Żadnych narkotyków. Jednak jej skóra była podziurawiona. Wszędzie rany po zastrzykach. Co oni w nią wmusili ? Musiała się tego dowiedzieć za wszelką cenę. Kolejna Voodoo zapełniona. Im więcej o tym myślała, tym bardziej ją to przerażało. Nie miała innego wyjścia. Ubrało się, chwyciła komórkę i wybiegła z domu. Jedyne słowa, jakie wydobywały się z jej ust, można było zaliczyć do przeprosin. Nie uważając na przechodniów biegła dalej.
-Nie będę płakać ! Nie będę płakać ! Nie będę płakać ! - powtarzała w duchu.
Kuso*. ! Rozpłakała się jak małe dziecko. Została wykorzystana. Brzydziła się obcego dotyku. Przez chwilę była niezdecydowana; zadzwonić czy nie ? 012-345-67-89.
- Hai moshi moshi*
- Ohayo* Kai-san.
- Kiyoe-san ?
- Hai. Musimy pogadać.
- Sumimasen*. ! To nie moja wina. Ja tylko... ! Wiem jak się czujesz. Zrobiłem to bo.. moja matka. Gomen*, Kiyoe.
- Coś Ty mi zrobił ?! Gadaj ! Masz szczęście, że mi dziecka nie zrobiłeś ! O 8 na Moście Naruto.
- Yoshi*.
Dochodziła 8. Dziewczyna patrzyła na zachodzące słońce. Piękny widok.


Chłopak zjawi się po 10 minutach. Na jego twarzy wypisane były wszystkie emocje, które towarzyszyły mu, przez ten czas. Zdziwienie i pewność siebie odznaczały się najbardziej. Ale widać było że jest mu przykro.
- Kiyoe. To Daisuke mnie zmusił. Kazał mi przekazać prochy Ritsu. Ale żeby były ważne, musiały byś w Twoim ciele. Nie wiem dlaczego, Kai mi nie powiedział, ale bez tego nie doszło by to do skutku. Ja tego nie chciałem, ale on porwał moją matkę. Proponowałem mu inny rodzaj wmuszenia w Ciebie prochów, ale on powiedział, że dostanę za to kasę. Wiadomo, kasy każdy potrzebuje. Sumimasen*.
- Czyli mam rozumieć, że wplątałeś się w niezłe gówno, w jakiś pieprzony zakład z jakimiś ludzi którzy zagrażali życia Twojej matce ? Gdzie Ty masz głowę ? Kiedyś byłeś inny. Jedyną złą rzeczą jaką zrobiłeś, było zabranie mi łopatki w piaskownicy w wieku 5 lat ! Co się z Tobą stało ? Przez Ciebie wysłali mnie do psychologa ! Kazali mi robić Voodoo. Powiedzieli że pomoże. A  to tylko pogarszało sprawę ! Byliśmy przyjaciółmi ! A Ty mnie zwyczajnie wykorzystałeś ! Jak mogłeś !
- ... .
Chłopak nie wiedział co powiedzieć. Czuł się z tym źle. Przecież był inny. Ale...szczerze mówiąc nie pamięta tego zdarzenia. Prochy ! To przez nie nic nie pamięta ! Jak tylko psy się dowiedzą, jego życie będzie zrujnowane. Gdyby wiedział jaki jest Kai, przed poznaniem go poszedłby już w innym kierunku. Jak najdalej od niego. W tej chwili nie było rzeczy którą by lubił, ale rzeczy, osób czy miejscu których nienawidził było mnóstwo. Kai zaliczał się do nich.
- Kai. Co jeżeli jestem w ciąży ?
- Przecież mówiłaś że nie !
- Tak tylko powiedziałam. Nie robiłam testów.
- Baka* ! Chodź. Kupię je.
- Ale nie mogę ich zrobić w domu ! Moja matka nic nie wie !
- Pójdziemy do mnie. Mam wolną chatę.
Kiyoe wahała się przez 3 sekundy. Niepewnie się zgodziła. Znaleźli najbliższą aptekę. Kasjerka patrzyła się na nich podejrzliwie. Jednak nic nie powiedziała. Mierzyła ich wzrokiem aż do najbliższego zakrętu. Na pewno zapamiętała tą dwójkę.
- Nie sądzisz że to było dziwne ?
- Ona mnie zna. Często kupuję u niej lekarstwa dla matki. Pierwszy raz widzi mnie z jakąś dziewczyną. Ona wie, że jestem typem samotnika. A do tego kupowaliśmy test. Nic dziwnego.
Byli w domu. Nie pachniało tu najlepiej, ale nie to było teraz ważne. Jej życie wisiało na włosku. Jeżeli ma dziecko, jej życie legło w gruzach. Jeżeli nie, natychmiast wyniesie się z tego domu.
- A co jeżeli ?
- Nie gadaj, tylko rób !
Kolejne minuty dłużyły się. Czuła że minęły wieki. To 20 minut to prawdziwa męczarnia. Bała się otworzyć oczy. A może nie ? Bałą się odpowiedzi. Wyniku. Kai czekał poza łazienką. Był strasznie zdenerwowany i sam nie wierzył w to, co mówi.
- Jeżeli wynik będzie pozytywny, nie martw się. Jakoś to będzie.
Szybsze bicie serca. Pot. Strach. Kiyoe myślała nad swoim życiem. Miała tyle planów. Jeżeli dziecko będzie, czar pryśnie. Nie będzie mogła studiować. Nigdy nie spełni się jej największe marzenie. Będzie kolejną nasto-matką. Ma tylko 17 lat, nie zna się na życiu.
- Dobra. Raz kozie śmierć - powiedziała po czym otworzyła oczy.
Serce zabiło jej jeszcze mocniej. Ma trudności z oddychaniem. Zakręciło jej się w głowie.
- Dlaczego tu tak gorąco ?
- Kiyoe ? Wszystko dobrze ?
Dziewczyna zemdlała. Nie było potrzeby wzywania karetki. Chwilowa utrata świadomości. Odwróciła się plecami do Kai'a. Płakała jak małe dziecko. Było jej z tym trudno. 2 kreski. Nie wiedziała co dalej. Siedziała z stercie brudnych ubrań, płacząc. Wiedziała, że przy nim mogła być sobą. To koniec. Jej przyszłość opierała się na pieluchach.
- Jakoś to będzie. - powiedział Kai i pocałował ją w policzek.
Siedzieli w milczeniu. Nie wiedzieli jak mają się zachować. Potraktowali to jak przygodę. Nowe doświadczenie w życiu. Inne plany. Inna przyszłość. Inne marzenie. Inna Ona. Kiyoe.

* Urusai - zamknij się.
* Soka - rozumiem
* Kuso - Cholera
* Hai moshi moshi - halo/słucham
* Ohayo - Cześć
* Sumimasen - przepraszam
* Gomen - przepraszam/przykro mi
* Yoshi - dobrze
* Baka - głupek
Tłumaczenie tytułu : Dało mi małą iskierkę nadziei
 Kazekage.


5 komentarzy:

  1. Fajny blog, Urusai NO NARESZCIE~! Tyle szukałam tego słowa T^T

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne :D
    dziennik-anonimowej.blogspot.com - zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach... Uwielbiam takie opowiadania. A ten obrazek na końcu jest wspaniały. *___* Z rozdziału na rozdział coraz lepiej, tylko w chwilach, gdy Kiyoe nic nie mówiła, to te trzy kropki... No, kompletnie nie pasują do takiego opowiadania. Dużo lepiej by było, gdyby było napisane np. "Nic nie odpowiadała, szok ściskał jej gardło", czy tam coś w tym stylu, nie? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. może i tak. Tylko że to Kai nie odpowiadał. :D
    Zwróciłaś uwage na rodzaj ? Milczy Kai. ;D
    Kazekage.

    OdpowiedzUsuń