31.03.2012

Wybiła japońska godzina - WOS

Ohayo. !

Projekt z WOS'u wzywał. ;3

Opowiadanie może i beznadziejne, ale wstawię. ♥


Dzień, jak co dzień. Zwykły, szary melancholijny. W wiadomościach od dwóch tygodni nadają to samo wydarzenie. Azja umiera. Nikt by o tym nie pomyślał aby naród japoński czy chiński wymierał. Było to po prostu niemożliwe. Jednak choroba się rozprzestrzenia. Może i pierwszego tygodnia byłam tym trochę zszokowana, jednak teraz stało się to monotonne. Była 20.00. O ! Kolejni Japończycy zginęli.
- Idę spać, mamo. Dobranoc.  - powiedziałam zirytowana.
- O 9.00 ? No cóż… dobranoc.

Miałam dość słuchania o ludziach rasy żółtej. Robiło mi się nie dobrze na samą myśl, o tym. Bez namysłu poszłam spać. Może przez noc o tym zapomnę. Czas wlókł się niemiłosiernie długo. Budząc się o 8.00 nie miałam co robić. Z nadzieją, na jakiś normalny program, włączyłam telewizor. Wiedziałam jednak, że to nie koniec. Gdy tylko telewizor się włączył zaczęłam myśleć, że to sen. Nadawano stary pomimo, że japoński, ciekawy serial. Po 5 minutach przełączyłam. Nie mogłam znieść tego żalenia się nad Kiyoko i wołania ‘Gomenasai’. Główna aktorka zbyt mnie irytowała. Robiła z siebie taką ofiarę. Na następnym kanale puszczają to samo.

- Co to kurczę ludzie nie mają innych seriali ? – wołałam sama do siebie. Dom był pusty.

W tej chwili byłam naprawdę wkurzona. Postanowiłam, że wyjdę na dwór. Z powodu takiego, że było ciepło, założyłam trampki, zamknęłam drzwi i pędem pomknęłam na dwór. To, co zobaczyłam na dole, było przesadą. Rodzina Japończyków przemierzała okoliczne uliczki.

- Nie no, to chyba jakiś żart. – załamałam się. – Chcę jak najszybciej uciec od tych ludzi i wydarzeń ! – wykrzyknęłam na cały głos i pobiegłam naprzód. Mijając sklep zauważyłam pewną zakochaną parę. Japończycy ! Nie mogłam uwierzyć. Weszłam do sklepu z myślą ‘może jest jakiś zjazd’. Postanowiłam podsłuchać ich rozmowy z racji takiej, że wydawało się to dziwne, a po za tym chciałam wykorzystać walory 3 letniej nauki japońskiego.

- […] wolę nasze zupy od tych polskich.

- Szkoda, że tutaj nie sprzedają onigiri. Bardzo je lubię.

Gadali o jedzeniu; słuchałam jeszcze przez chwilę, po czym sobie poszłam. W kolejnej alejce Japonka wybierała jakąś kanapkę. Dziwne, że też mówiła o tym samym jedzeniu.

- […] dlaczego w Polsce nie sprzedają onigiri ? Moje ulubione. - ze smutną miną odeszła od półek trzymając kanapkę z serem.

Dochodziła godzina 10.00. Do sklepu weszło kilku ludzi. Z początku nie zwróciłam na nich uwagi. Jednak coś zainteresowało mnie w tych klientach. Kątem oka dostrzegłam ich charakterystyczne rysy. Japończycy. Pomyślałam, że moja wyobraźnia płata mi figle; jeszcze przez pewien czas szukałam produktów i poszłam do kasy. Myślałam, że zapłacę i wyjdę bez najmniejszego problemu. Jednak mam dobry słuch i wyłapałam pewne słowa.

- […] przywiozłaś ze sobą onigiri ? Kocham je.

- I ramen też.

- Ramen ? Wielbię Cię.

Dochodziła godzina 12.00. Dzwony biły jak oszalałe. Idąc do domu, w rytm uderzeń napotkałam Japonki. Postanowiłam spytać o co tu chodzi. Podeszłam z nadzieją, że w końcu poznam odpowiedź na nurtujące mnie pytania.

- Witam. Mam pytanie. Czy jest jakiś zjazd Japończyków ? Ostatnio często widuje ich w okolicy. - zapytałam.

- Zjazd ? My tutaj mieszkamy. – dziewczyna z uśmiechem na ustach odpowiedziała mi wesoło.

- Dziękuję. – pobiegłam szybko do domu.

Po drodze spotkałam jeszcze wielu, wielu Japończyków i Bóg wie jeszcze kogo. To było chore. Nie wiedziałam co mam zrobić. Każdy był taki miły. I kochał ramen i onigiri. Nawet nie wiem, co to jest, ale ludzie powinni mieć chyba odmienny gust, czyż nie. A na dodatek wszyscy byli tacy sami. Dokładnie takie same rysy twarzy. Takie same oczy. To nie była wyobraźnia. Wszyscy byli tacy sami. Nie wiedziałam co robić. Główkowałam jeszcze przez pewien czas, a gdy spojrzałam na zegarek była godzina 16.00. Ktoś dzwonił do drzwi. Nie spodziewałam się nikogo, a mama kończy pracę za 3 godziny. Nie rozumiałam o co chodzi. Gdy tylko otworzyłam drzwi, ujrzałam w progu kilka uśmiechniętych twarzy. W progu moich drzwi stała grupka Japończyków z ciastem.

- Miło nam Cię poznać Ellen-san. Od dzisiaj jesteśmy sąsiadami. – powiedzieli to na jednym oddechu, jednak uśmiech nie znikał z ich twarzy. Byli za mili, jak na normalnych ludzi.

Bez zaproszenia weszli do domu i poczuli się jak u siebie. Wyjęli talerzyki, łyżeczki, wstawili wodę i pokroili sernik. Japoński rzecz jasna. Siedzieli w skupieniu i ciszy przez 3 minuty. Robiłam to samo, co oni, bo miny mieli nie przyjemne, a sądzę, że gdybym przerwała im ten rytuał, byli by źli. Gdy woda się zagotowała, wszyscy się rozchmurzyli. Pewien Japończyk imieniem Nacomi wstał i popędził do kuchni. Zaparzył herbatkę i dołączył do towarzystwa. Czułam się bardzo nieswojo.  Myślałam, że zaraz zwariuję. Strasznie, jak na moje oko, sąsiedzi delektowali się herbatką. Było to dziwne. Ale cóż. Może takie mieli zwyczaje u siebie. Nagle chłopak wstał. Aż widać było, że tryskała z niego euforia. Z wielką radością w oczach oświadczył, że wymyślił nową piosenkę o ich ulubionej przekąsce – onigiri.

- Postanowiłem, że zaśpiewamy piosenkę na cześć onigiri. Usiądźmy proszę w kółku. – oznajmił Akihiko.

- Że co ? – krzyknęłam. Nie mogłam znieść ich zachowania. Gdyby taki jeden, a oni wszyscy weseli i uśmiechnięci.

- Prosimy Ellen-san. Zaśpiewaj z nami. – powiedzieli chórem i zrobili te swoje słodkie oczka. Dla świętego spokoju się zgodziłam.

Usiedliśmy w kółku i Nacomi rozpoczął piosenkę.

- Szuba duba duba duba onigiri Szuba duba duba duba onigiri.

Uznałam to za żart, jednak gdy reszta się dołączyła moje obawy powiewały już na wietrze. Wszyscy śpiewali.

- Szuba duba duba duba onigiri Szuba duba duba duba onigiri Szuba duba duba duba onigiri Szuba duba duba duba onigiri Szuba duba duba duba onigiri Szuba duba duba duba onigiri Szuba duba duba duba onigiri. – śpiewali w kółko i w kółko.

- Dość ! – krzyknęłam i wybiegłam z domu.

 

Prawie wyrwałam drzwi z nawiasów. Wybiegłam na ganek i dalej chodnikiem. Niestety spacerowali kolejni ‘mili’ sąsiedzi. Szeroko się uśmiechnęli. Wybiegłam na ulice. Moim oczom ukazał się biały samochód.

BUUUM !

Nie wiedziałam o co chodzi. Nie mogę nic powiedzieć. Ledwo co otworzyłam oczy. Nade mną pochylał się Japończyk. Szeroko się uśmiechał.

- Czy coś się stało ? Pomóc Ci ? – zapytał życzliwym tonem.

Chciałam uciec, lecz moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Nic też nie widziałam. Moje oczy zalała gęsta czerwona substancja. Wyczułam, że to krew. Pomimo bólu podniosłam lekko głowę i wypowiedziałam dwa ledwo słyszalne słowa.

- Nie-nienawidzę was.

- Coś mówisz ? Może chcesz pomocy ? - Uśmiech, jak przyklejony wisiał na twarzy.

Nie wiem co się dalej stało. Ogarniał mnie strach i mrok. Czułam pustkę. A Japonia umarła. A moja godzina wybiła. 

 

Arigatou. 





Wybaczcie, ale nie wiedziałam jak grafikę dać. ;3


Kazekage.


2 komentarze:

  1. Na prawe super. Lepszego bloga nie widziałam

    OdpowiedzUsuń
  2. !!!! Świetne opowiadanie;))))) Szuba duba duba duba onigiri!!! Szuba duba duba duba onigiri!!!!xD Świetne!

    OdpowiedzUsuń