29.03.2013

Część 3. Shikatema, ha.

Czyta to ktoś w ogóle ? Tak ? Zostaw komentarz, bo nie chce mi się pisać dla samej siebie ;---;
_________________________________________________________________________
- Ona jest tutaj. - oświadczył Kakashi.
- Co ? Gdzie ? - dopytywał się brunet.
- W budynku administracyjnym w sali G.
- Czy to nie tam zawsze trzymali.. ?
- Tak, to tam.
- Muszę do niej iść !
- Pójdziesz. Ale nie teraz. Nie możesz.
- Muszę !
- Shikamaru. - odezwała się cicho Ino. - Zapewne jest powód, dlaczego nie możesz teraz do niej iść, nie naciskaj.
- Tsunade-sama powiedziała jej... -urwał.
- Co jej powiedziała ? - chciał wiedzieć Nara.
- Nie powinienem tego mówić, ale..
- To dla mnie ważne.
- Tsunade-sama nie chce jej tutaj, sądzi, że będzie to miało zły wpływ na dziecko. Chodzi o półsieroctwo. Dziecko przyzwyczaja się do tego i taka nagła zmiana może wywołać skutki uboczne w psychice Tamayo i w związku z tym... - ponownie urwał w pół zdania. Widać, że nie chce dalej mówić.
- Kakashi-sensei...
- Powiedziała jej, że masz jej dość i że jej nie kochasz. Że jej nienawidzisz i nie chcesz, by miała jakikolwiek kontakt z córką. Aktualnie jest obwiązana łańcuchami absorbującymi jej chakrę, jak i napchane chakrą jednego z pieczętujących. Dziewczyna jest bezsilna i sama nic nie zdoła zrobić. W obecnej sytuacji nie możesz jej odwiedzić. Ale postaram się zorganizować wasze potajemne spotkanie. O ile ona też będzie chciała.
Shikamaru nic nie mówił. Patrzył się w przestrzeń, co chwila trudno przełykając ślinę. Po chwili jednak przemówił.
- A ona... co mówiła ona ?
- Z tego co wiem, kocha Ciebie i Tamayo. Na wojnie kłamała, bo chciała uniknąć sytuacji. Pewnie chodzi o... tamto dziecko.
Chłopak pokiwał głową.
- Rozumiem.
- Shikamaru, Ty chyba nie zamierzasz.. - dziewczyna dociekała o czym myśli Nara.
- Muszę porozmawiać z nią jak najszybciej.
- Z kim ? - spytał zapłakany głos.
- Tamayo ! Co się stało ? Czemu nie śpisz ?
- Tato, nie mogę spać. Ciągle śni mi się mama. - nadal płakała.
- Chodź tu. - zaprosił gestem córkę i sadzając na kolanach objął. - Ja wiem, już niedługo się z nią zobaczysz.
- Co ? - spytał siwowłosy.
- Uwolnię ją.
- Wioska ją nienawidzi.
- Ale ja kocham.
- Nie rób nic głupiego, bo możesz otrzymać odwrotny efekt od zamierzonego. - Hatake wstał i wyszedł żegnając się gestem dłoni.
- Jeszcze dzisiaj. - oznajmił Shika.
- Chyba żartujesz !
- O czym mówicie ? - zaspany głos odezwał się ponownie.
- Tamayo, posiedź tutaj. - Usadowił córkę w fotelu, a sam poszedł do szafy. - Ino się Tobą zaopiekuje.
- Że co ? - blondynka zerwała się z kanapy. - Co Ty robisz ?
- Muszę się trochę przygotować. - wyciągnął a szafy czarne ubranie i maskę, po czym rozpuścił włosy. - Mówiłem, że idę po nią dzisiaj.
- Nawet jak tam dotrzesz to nie dasz rady jej uwolnić. Sam słyszałeś, że łańcuchy są naładowane chakrą, a do tego absorbują ją od innych !
- Poradzę sobie. - wszedł do łazienki, po czym przebrał się i nałożył maskę. Wyciągnął ze schowka kilka kunai, shurikenów i wybuchowych kart, po czym schował wszystko w ubranie. - Niedługo wrócę.
- Gdzie idziesz, tato ?
Chłopak podszedł do Tamayo i ucałował ją w czoło.
- Po mamę kochanie.
- Nigdzie nie idziesz ! - zaprzeczyła Yamanako.
- Zostań z nią. Wkrótce wrócę.
I wybiegł.
- Przeżyj. - powiedziała w duchu dziewczyna. - A Ty idź spać. - zwróciła się do dziewczynki.
- Będę czekać na mamę.
Ino westchnęła.
***
Shikamaru skakał z dachu na dach, jednak bo ujrzeniu tych samych pracowników, co godzinę temu szybko zeskoczył na ziemię. Postanowił iść nisko, tak, by nikt nie nie zauważył. W swoim czarnym ubraniu był wręcz niewidoczny w ciemnościach domów mieszkańców wioski. Starał się omijać alejki, w których życie nadal trwało by w najlepsze, za duży tłum.
Biegł szybko, potykał się o zarośla. Nie mógł wybrać bardziej opuszczonej drogi, musiał jednak w końcu wejść w aleję 'życia', minąć Ichiraku Ramen i kilka innych stoisk bez maski, aby nie zostać podejrzanym oraz dostać się do siedziby Hokage. Po wielkich trudach w końcu stał przed wejściem, po czym szybko zniknął w ciemnościach wystraszony, że ktoś może go zobaczyć, jak planuje dostać się do środka innym wejściem, niż głównym.
- No tak. Będąc w akademii odkryłem to ich przejście, ale gdzie to ono jest... - mówił sam do siebie. Po niecałej chwili otwierał otwór pieczęcią i wdarł się do środka. Ukryty za skrzynią obserwował strażników. Cisza napierała na chłopaka, słyszał własne bicie serca.
- Bez nerwów, Shikamaru. To niedaleko. Uda Ci się.
Przemknął obok skrzyń do wielkiego pojemnika i oparł się, zaglądając zza niego, czy ktoś idzie. Miał stąd widok na cały korytarz prowadzący do schodów. W pewnej chwili poczuł ciepło przepływające przez jego ciało.
- To kocioł. - szepnął do siebie.
Obejrzał jeszcze raz cały korytarz, po czym ruszył przed siebie zręcznie omijając kamery.
- A teraz na górę. - powiedział. - Mówienie do siebie jest fajne.
Wbiegł po schodach o jedno piętro. Ledwo co wyhamował przed stalowymi drzwiami i czujnikami ruchu tuż przed nimi.
- No dobra.
Chłopak usiadł i złączył specyficznie palce przyjmując pozę 'myśliciela'. Nie minęła nawet minuta, a geniusz znalazł sposób na wejście do środka.
Podłożył wybuchowe karty trochę przed czujnik i zakamuflował je.
Na górze ściany ujrzał niewielkie pudełko, w które od początku planował trafić kunaiem. Tak też uczynił.
Nagle w budynku rozległ się alarm. Chłopak wiedział jednak co się stanie i szybko wskoczył do szybu wentylacyjnego, po czym zasłonił kratkę.
- Szyb wentylacyjny, ty idioto, to ca proste. - powtarzał w duchu, po czym przeszedł parę metrów, by wybuch go nie dosięgnął.
Nie miał innego wyjścia. A strażnicy przybiegli z każdej strony. Każdy z nich aktywował chociaż jedną kartę wybuchową.
Wielka eksplozja pochłonęła dużą część korytarza. Materiały łatwopalne położone bardzo blisko drzwi po drugiej stronie rozniosły się po całym pomieszczeniu. Ogień przejął to miejsce.
Szybko wyskoczył i ledwo unikając ognia przeskoczył na drugą stronę. Przebiegł kilkadziesiąt metrów długim tunelem szukając krypty A. To w jej części była Temari.
- Znajdę ją. - powtarzał sobie w duchu chłopak.
Wbiegając do krypty o dziwo otwartej wpadł na kolejne skrzynie. Nic dziwnego, że była otwarta. Mężczyźni stali z towarem przed salą C. Od razu wpadli w popłoch, po czym wyjęli shurikeny przygotowani do pokonania intruza. Shikamaru jednak złapał ich w cień i pobiegł trochę do tyłu tak, że mężczyźni wpadli w skrzynie i stracili przytomność. Zaraz potem podbiegł do nich i zabił ich używając kunaia. Nie mógł ryzykować.
Przeszedł spokojnie jeszcze kilka metrów i stanął przed salą G. Nie mógł uwierzyć, że zaraz zobaczy ukochaną. Otworzył drzwi kodem, który sam kiedyś podpatrzył u ojca. Wbiegł do środka z krzykiem.
- Tema... Kakashi-sensei?!
W środku zamiast dziewczyny, siwowłosy stał na środku oczekująco.
- Wiedziałem, że przyjdziesz. Nie martw się. Jest tylko przeniesiona. - podszedł do niego. - Nie możesz jej teraz zobaczyć. A wiedziałem, że to zrobisz. Teraz powątpiewam, czy dopuszczę Cię do niej. A teraz spadaj, jeszcze Cię nakryją, wyrządziłeś sporo szkód.
- Ka-kakashi-sensei ! - z oczu bruneta popłynęła łza. - Błagam.
- Shikamaru?! - znajomy głos dobiegł spod drzwi.
Chłopak obrócił się i ujrzał dwie blondynki, zaniemówił.
- Tsunade-sama.. ale... - Kakashi był zdezorientowany.
- No trudno. - Kage puściła dziewczynę.
- Shikamaru, nie wierzę. Ja...
Chłopak spuścił wzrok.

1 komentarz:

  1. "...zabił ich używając kunaia." a ja gęba otwarta z wrażenia , jeszcze bardziej mnie zaskoczyła końcówka >.< Fajnie piszesz rób tak dalej ;*
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń