19.05.2013

Część 11. Shikatema, ha.

- Jakie to upierdliwe.
- Zamknij się. - powiedziała Temari i wyszła z domu.
- Nie wiem co jej zrobiłeś, ale masz to naprawić. - wyszeptała groźnie Ino i również wyszła.
Drzwi się zamknęły. W domu panowała pustka. Pusty Shikamaru. Pusta Tamayo.
- Gdzie idzie mama ?  
- Będziesz ją odwiedzać. Będzie u ino.
- Dlaczego.
- Bo tak. Nie pytaj już więcej.
- Ale...
- Tamayo, nie !
- Tato...
- Daj mi spokój.
Shikamaru wyszedł z domu. Dziewczynka została sama.
***
- Ino !
- Odejdź stąd ! - krzyknęła Temari.
- Tem, idź. Dogonię Cię. Trzymaj klucze. - blondynka rzuciła pęk kluczy.
- Dobra. - dziewczyna złapała klucze, odwróciła się i poszła mówiąc coś pod nosem.
- Coś Ty jej zrobił ?
- Nic takiego.
- Shikamaru ! Ona wyprowadziła się od Ciebie ! Co się stało ?!
- Pokłóciliśmy się.
- Co ?
- No...
- Ej ! Idź i ją przeproś, to zapewne Twoja wina ! Coś ty jej nagadał ?!
- No że jestem zmęczony tym wszystkim, że się nie stara.
- Co?! Ty kretynie !
- Idź i ją przeproś. Przecież ją kochasz. Ty ją kochasz idioto !
- Wiem !
- Zrób to dzisiaj wieczorem.
- Ale..
- Dzisiaj.
- Dobra. Ale jak ?
- Nie wiem, wymyśl coś. Kup kwiaty. Albo znajdź sam. Dziką różę.
- Co ona znaczy ?
- Ona będzie wiedzieć.
- Ale...
- Dzika róża, pamiętaj.
- Dobra.
- To ja lecę, trzymaj się i znajdź kwiaty.
- Ok, cześć,
***
- Temari, już jestem.
- Czego on chciał ?
- Nic takiego, opieprzyłam go. Ej, on nie chciał.
- Nie obchodzi mnie to.
- Chcesz zaprzepaścić to wszystko ?
- Tak.
- Tem.
- Nie ważne. Idę się przebrać.
- Idź.
***
- Dzika róża, dzika róża, dzika róża.
- Po czo si oa ?
- Choji, nie mów jak jesz.
Akimichi przełknął chrupki i powtórzył:
- Po co CI ta róża ?
- Dla Temari.
- Co tym razem ?
- Powiedziałem trochę za dużo.
- Jak to Ty. A w ogóle co oznaczają te kwiaty ?
- Ratowanie uczucia jak mówi książka.
- Aha. O! Patrz, tam są.
Przed chłopcami widniało duże pole róż różnej wielkości. Shikamaru wybrał kilkanaście na bukiet dla dziewczyny i razem z 'dobrze zbudowanym kolegą' poszli do domu.
***
Godzina 20:30
Cisza w domu. Nagle ktoś puka do drzwi.
- Tem, pójdź otworzyć.
Dziewczyna nawet nie drgnęła. Muzyka w słuchawkach na jej uszach grała zbyt głośno.
- Temari, hej ! - dziewczyna zaczęła machać rękoma.
- C-co ? - blondynka zdjęła słuchawki.
- Ktoś dzwoni do drzwi, idź otworzyć.
- Dlaczego ja ?
- Idź.
Temari wstała i podeszła do drzwi, po czym jednym ruchem je otworzyła. Gdy ujrzała chłopaka zdziwiła się.
- Co ty tu robisz ?
- Temari, przepraszam.
- Dz-dzikie róże.
- Przepraszam, nie wiem co znaczą, ale są dla Ciebie. Proszę, przyjmij je. - podał dziewczynie kwiaty.
- C-Co ty tu robisz ? Wynoś się stąd ! Mówiłam, że nie chce cie widzieć !
Temari wzięła kwiaty i rzuciła nimi o ziemię, po czym rozpłakała się i zaczęła krzyczeć.
- Wynoś się stąd ! Nie chcę Cię znać ! Idź stąd ! - złapała doniczkę i uderzyła nią chłopaka.
- Te-mari. - powiedział i pobiegł w stronę swojego domu krwawiąc.
Dziewczyna zamknęła drzwi i z powrotem poszła do pokoju.
- Dlaczego ? Temari, dlaczego ?
- Bo tak.
- Przecież on Cię kocha !
- A ja go nie !
Pół godziny minęła dziewczyną podobnie jak przed przyjściem chłopaka. Ino siedziała i patrzyła się w okna, a Temari słuchała muzyki. W pewnej chwili dziewczynie poleciały łzy po twarzy. Wstała i wyszła z pokoju, przeszła przez korytarz, aż do drzwi które lekko uchyliła. Zobaczywszy kwiaty otworzyłe je szerzej, sięgnęła bukiet róż i wróciła do pokoju. Usiadła na fotelu. W jednej ręcę trzymała bukiet, a drugą mierzwiła swoje włosy.
- Boże, co ja robię ?

1 komentarz:

  1. Też nie wiem co ona robi ! O.o


    Mocna babka żeby tak z tą donicą.

    OdpowiedzUsuń