23.08.2013

Część 9. Why didn't she tell me ? Shikatema.

[Temari]
- Shikamaru zostanie w szpitalu jeszcze 3 dni, potem go wypuścimy do domu. - ogłosiła wszystkim Tsunade.
- Nie mogę, muszę dostać wypis !
- Dlaczego ?
- Wracasz do swojej wioski ? - chłopak zignorował Hokage i zwrócił się do Temari.
Dziewczyna popatrzyła tylko na brata, który chrząknął.
- No wiesz, Gaara wysłał mnie, bym zabrał Cię do domu.
- Kankuroooo..... - tupnęłam nogą.
- Pomyślę nad tym.
- Wiedziałam, że się zgodzisz.
- Ale ja wcale...
- Ciiiiiiiii. - zasłoniłam mu usta dłonią. - Zgodzisz się.
Nagle do pokoju weszła Shizune.
- Tsunade-sama, list od Kazekage.
- Pokaż.
Blondynka otworzyła list i przeczytała go sama, a za chwilę wszystkim zgromadzonym.

Witam Czcigodną Hokage.
Prosiłbym o przekazanie informacji mojemu bratu, Kankuro o tym, by jak najszybciej wrócił do wioski wraz z siostrą, Temari. By wyruszyli natychmiast. Proszę im też przekazać, że mam do nich sprawę niecierpiącą zwłoki. Bardzo ważną.
Dziękuję, Kazekage.

- Kankuroooooo, nie chce wracać. Sam słyszałeś.
- Słyszałem. Boisz się ?
- Może.
- Dlaczego się boisz ? - spytał Shikamaru.
- Boże, znów będzie to samo. Zaraz wrócę.
I wyszłam kierując się do łazienki.
[Shikamaru]
- Ktoś musi za nią iść i ją powstrzymać. - stwierdziłem.
- Powiedziała Ci już ?
- O czym ?
- O swoim rytuale.
- Kankuro, dlaczego jej nie powstrzymujesz ? Dlaczego ? - Wkurzyłem się.
- Ale o co chodzi ? - zapytali jednocześnie rodzice Shikamaru.
- Myślę, żeby nie interweniować w to. - powiedziała Tsunade.
- Tsunade-sama, wiesz o tym, co robi Temari ? - zdziwił się chłopak.
- Kankuro, wiem o wielu rzeczach. Jakiś czas temu Gaara mi to powiedział.
- Trzeba ją powstrzymać ! - krzyknął Shikamaru.
- Nie da się. Już raz spróbowaliśmy.
- I co ?
- I nic, jak widzisz.
- Ale...
- Nie, Shikamaru. Nie powstrzymuj jej. Matka ją tego nauczyła. To chyba jedyna rzecz, która jej po niej została.
- Jak to jedyna ?
- Normalnie.
- Boże.
- No właśnie.
- Więc nie można...
- Nie.
- Aha.
- Nareszcie zrozumiałeś.
- Ale o czym wy mówicie ? - spytała Yoshino.
- No ja tak nie mogę. - wstałem i wybiegłem z pokoju.
- Shikamaru, nie wolno Ci wstawać ! - krzyknęła za mną Tsunade, ale ja już byłem daleko.
[Temari]
Jeszcze kilka. Tylko kilka. Skończę z tym kiedyś, ale jeszcze nie teraz. nie mogę. Muszę. Muszę to robić.
- Boże, mamo, dlaczego ? Dlaczego muszę to robić ?
Przejechałam żyletką po skórze. Ciepła posoka zaczęła wypływać i płynąc po ręce, skapywała na zimne kafelki. Stałam w kałuży krwi.
- Co ty robisz ?!
Podskoczyłam jak oparzona, gdy ktoś walnął w drzwi kabiny. Po głosie rozpoznałam Shikamaru.
- Co chcesz ?
- Przestań. Widzę krew. Przestań to robić.
- Nie mogę.
- Wystarczy, że otworzysz drzwi, a Ci pomogę. Tylko otwórz drzwi.
Minęło 10 sekund. Słyszałam tylko nasze oddechy i dźwięk kapania, otworzyłam drzwi. Nara wpadła do kabiny i natychmiast wyrwał mi z ręki żyletkę przy okazji sam się kalecząc.
- Co ty robisz ?
- Teraz jest ważne, co ty robisz ! Musisz to zaprzestać, niszczysz samą siebie !
- Wcale, że nie !
Chłopak złapał nie za nadgarstek i pociągnął tak, że moja twarz znajdywała się bardzo blisko jego twarzy.
- Skończ z tym. Proszę.
Stałam chwilę nic nie mówiąc, po czym spojrzałam na jego rękę.
- Trzeba ci zrobić opatrunek.
- Mi? A co z tobą ? Masz więcej ran.
- Nigdy nic z nimi nie robię.
- I bardzo źle.
- No dobra.
- Shikamaru ? Temari ? Jesteście tutaj ? - odezwał się znajomy głos.
- Tsunade-sama ? Tutaj.
Za chwile staliśmy już we trójkę.
- Trzeba jej zrobić opatrunek.
- Jemu też !
- Temari, nie krzycz tak.
- Przepraszam.
- Dobra. A teraz.... SHIKAMARU, KTO CI POZWOLIŁ WSTAĆ Z ŁÓŻKA ?! MIAŁEŚ LEŻEĆ, A TY WYBIEGŁEŚ !
Hokage walnęła Nare w głowę.
- A ty dziecko... przejdź razem z tym nieposłusznym do jego sali, tam przyjdę z opatrunkami.
- Dobrze.
Wzięłam Shika za rękę i pociągnęłam za sobą. Kątem oka ujrzałam, jak Tsunade podnosi żyletkę i wkłada do kieszeni uprzednio obmywając.
[Kankuro]
Rozejrzałem się po pokoju.
- Ciekawe czy ją powstrzyma.
- O co w ogóle chodzi ? - spytał ojciec Nary.
- Eh, Temari ma pewien rytuał. Odziedziczyła go po matce. Ona...
W tym momencie do sali weszli Shikamaru i Temari.
- Dzieci, wy macie krew na rękach !
- Mamo, uspokój się.
- Ale...
- To moja wina.
- Temari, dlaczego ty...?
- Nie wiem. To koniec.

4 komentarze:

  1. Chcę nowy rozdział, tu i teraz! D:<

    OdpowiedzUsuń
  2. Michiru, pisz nowy rozdział bo klaps w zęby. ;_;

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedny Shikamaru on tak bardzo troszczy się o Temari że sam na tym cierpi , ale cóż parawdziwa miłoś zniesie wszystko .
    P.s. Przepraszam że mnie tu tyle nie było .

    OdpowiedzUsuń