05.10.2013

Część 12. Why didn't she tell me ? Shikatema.

Zebrałam się w końcu do kupy i obejrzałam pierwszą OVA Boku no Pico. LOL
Przez cały czas pisania notki słuchałam jednej piosenki --> LINK
No dobra, nie cały czas. Pod koniec włączyłam coś innego --> LINK

[Shikamaru]
Ranek. Biegłem zielonymi łąkami, lasami, dolinami i wzdłuż rzeki. Chciałem jak najszybciej dostać się do Suny. Chciałem z nią porozmawiać, przytulić, pocałować...
Powiedzieć, że jest ważna.
- Shikamaru, hej. Stój. - usłyszałem.
Stać? Dlaczego mam stać? Czy to głos w mojej głowie każe mi stać? Czy to schizofrenia? Nie, to niemożliwe. Ale w takim razie co to jest ?
- Shikamaru!
Zaraz, znam ten głos. Kiedyś słyszałem go codziennie. Jest wkurzający, ale jednocześnie go lubię. Gdy go słyszę czuję się tak dziwnie, jakbym miał siostrę.
- Shikamaru, stój idioto!
No tak, to Ino!
Stanąłem i odwróciłem się z tył. Blondynka wpadła na mnie i przytuliła się do mnie. Łzy leciały jej z oczu.
- Hej, czemu płaczesz?
Pogłaskałem ją po głowie.
- Nie, to tyko wiatr. Nie płaczę. - dziewczyna wytarła oczy. - To tylko wiatr.
Dobra. Uwierzyłam jej. Bo czemu niby nie? Ale zdziwiło mnie, że jest w tym samym miejscu co ja. Prawie przy granicy Kraju Ognia i Wiatru. Chciałem się dowiedzieć co tutaj robi.
- A co tutaj robisz?
- Dostałam misję. Muszę zanieść pewne dokumenty do Suny. Wyruszyłam niedługo po Tobie, aż wreszcie cię dogoniłam. Teraz możemy iść tam razem.
- Ale pośpieszmy się, chcę tam być jeszcze dzisiaj wieczorem.
Bardzo chciałem. Wręcz pragnąłem tego.
- Dlaczego tak bardzo chcesz do niej iść?
- Kocham ją.
- A mnie nie kochasz?
O co jej chodzi? Nagle wyskakuje mi z pytaniem czy ją kocham. Nie wiem co miała na myśli. Nie wiem też co odpowiedzieć, by nie zrozumiała tego inaczej. Jest dla mnie jak siostra. A siostrę się kocha, prawda?  Pewnie mówi o rodzinnej miłości. Traktuje mnie jak brata. W końcu dużo czasu spędziliśmy razem. Od dziecka nasi ojcowie tworzyli formację Ino-Shika-Co. A my to po nich przejęliśmy. Jesteśmy jak brat z siostrą.
- Tak, kocham cię.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Nie puszczę cię już nigdy.
- Muszę iść do wioski. Ty zresztą też.
- Chwila.
- Ino, teraz.
Wyrwałem się z jej uścisku i ruszyłam do przodu. Obejrzałem się i zobaczyłam, jak Ino przewraca oczami, po czym rusza za mną. Może trochę zła, ale uśmiech nie schodził z jej twarzy. Wyrównała tempo i pobiegliśmy w stronę wioski.
Parę godzin później.
Byliśmy nawet szybciej niż myślałem, że będziemy. Sądziłem, że dotrzemy dopiero za jakieś 3 godz, a my już jesteśmy. No proszę.
Staliśmy przed bramą wioski. O ile można to nazwać bramą. Dwie wielkie góry piachu z przejściem pomiędzy nimi. Wąskim przejściem. Ale zanim tamtędy przejdziemy... strażnicy.
Zdziwiłem się, ale podeszliśmy spokojnie.
- Imię. Nazwisko. Wioska. Cel. - powiedział jeden ze strażników.
- Ino Yamanaka. Wioska Liścia. Przysyła mnie Hokage. Miałam dostarczył dokumenty dla Kazekage.
- A ty ? - wskazał na mnie.
- Shikamaru Nara. Wioska Liścia. Ja z koleżanką.
- Wiemy tylko o dziewczynie. Kazekage nie powiadamiał nas, że przybędzie dwójka.
- W ostatniej chwili plany się zmieniły. - powiedziała Ino.
- Nic nam o tym nie wiadomo.
- Musimy tam wejść.
- W takim wypadku albo nie wpuszczamy was obu albo Kazekage będzie musiał zdecydować, a to może trochę zająć.
- Mam dokumenty. Muszę tam wejść.
- Nie możemy cię wpuścić w takiej sytuacji.
- Musimy tam oboje wejść.
- Dobra. Kotaro, idź po Kazekage. Ja tu z nimi zostanę.
- Poradzisz sobie z nimi?
- Spokojnie, idź.
Jeden ze strażników odwrócił się i zaczął iść w kierunku wioski. Nie mogłem tyle czekać. Poza tym była możliwość, że mnie nie wpuszczą.
- Zaraz!
Strażnik wrócił się.
- O co chodzi?
- Shikamaru, co ty próbujesz robić? - zaczęła Ino.
- Tak naprawdę przyszedłem tutaj do siostry Gaary, Temari.
- I co w związku z tym?
- Muszę z nią porozmawiać. To konieczne.
- Kotaro, idź po Kazekage.
- Nie mogę tyle czekać.
- Będziesz musiał.
- Dlaczego ochrona wioski została wzmocniona? Wcześniej można było wejść bez problemu.
- Po prostu. To nie wasza sprawa.
I koniec. Zamilkliśmy. Strażnik też się nie odezwał. Chodziliśmy w kółko, parzyliśmy się na siebie, siedzieliśmy. Jednym słowem: czekaliśmy.
[Kotaro]
Szedłem ścieżkami wioski. Głupie dzieciaki, myślą że tak łatwo dostaną się do wioski. Ale gdyby nie Kazekage, wpuściłbym ich. Ale potrzebuję tej pracy. Co jak popełnię błąd i wywalą mnie?
- Kotaro, co ty tu robisz? - spytała Kumiko, moja bliska sąsiadka.
- Idę do Kazekage, jakieś dzieciaki z Konohy chcą się dostać do wioski.
- Ah, dobrze. To ja nie przeszkadzam, trzymaj się i pozdrów żonę.
- Jasne, dzięki.
I poszedłem. 5 minut później szedłem już korytarzami siedziby Kazekage. Dotarłem i zapukałem do drzwi. Usłyszałem głośne 'wejść', więc tak też uczyniłem.
- Witaj Kotaro, a czemu nie na służbie?
- Witaj czcigodny Kazekage-sama. - ukłoniłem się. - Przyszedłem w sprawie tej kunoichi z Konohy. Miała dostarczyć dokumenty.
- Tak. Jakieś problemy?
- Jest z nią chłopak. Mówił, że nazywa się... jak on to miał. Pochodził z tego klanu... Nara. To był Shikamaru Nara. Nie wiemy czy w takiej sytuacji wpuszczać ich obu do wioski. Mogą być fałszywi.
- A ten Shikamaru mówił w jakiej sprawie przyszedł ?
- Na początku mówił, że plany się zmieniły i przybył razem z dziewczyną Yamanaka, ale potem wyjawił, że przyszedł pogadać z twoją siostrą, Kazekage-sama.
- Tak się składa, że nie mam w tej chwili czasu, by tam iść i ocenić sytuację. Mogę to zrobić za góra dwie godziny. Ale jeśli po drodze spotkasz moją siostrę - Kazekage zaczął wypisywać coś na kartce po czym ją złożył i wręczył mi - daj jej ten list i powiedz, żeby poszła z Tobą. Mogę jej powierzyć to zadanie.
- Jasne, Kazekage-sama. Przepraszam, że przeszkodziłem.
- Czyli Temari dzisiaj mi nie pomoże. No trudno. Możesz wyjść.
- Dziękuję.
I wyszedłem. Potem te same korytarze, te same drzwi i te same ścieżki wioski. W ręku list.
A się dzieciaki wkurzą, jak dowiedzą się, że będą musieli czekać. Chyba że.....
Znów spotkałem Kumiko. Postanowiłem zagadać.
- Hej, nie widziałaś może Temari ?
- Siostry Kazkegae ? Widziałam. - kobieta  rozejrzała się. - Tam stoi. - wskazała ręką.
Odwróciłem się, a ona rzeczywiście tam stała. Ten chłopak chciał z nią porozmawiać. Ciekawe o co może chodzić. Ale widać, nie mi to wiedzieć. Podszedłem do Temari.
- Temari-sama Witaj.
- Witaj Kotaro. W jakiej sprawie przybywasz?
Podałem jej list od Kazekage. Blondynka przeczytała go i spojrzała na mnie.
- O co chodzi? Gaara kazał mi się podporządkować twoim rozkazom.
- Pójdziesz gdzieś ze mną. Dwójka shinobi z Konohy chce wejść do wioski.
- I co w związku z tym?
- O jednej powiadomiono nas, ale o drugiej osobie nie. Nie wiemy, czy to nie shinobi Dźwięku podszywają się pod Konohę. Musisz to ustalić.
- Niby jak?
- Myślę, że to będzie bardzo łatwe.
- Jak to?
- Chodź, a się dowiesz.
Dziewczyna poszła ze mną do 'bram' wioski. Gdy dotarliśmy na miejsce stanęła jak skamieniała. Chłopak z Konohy tak samo.
- Cześć Temari. - uśmiechnęła się Ino i podbiegła do koleżanki.
[Shikamaru]
Temari odwróciła głowę. Zauważyłem coś. Coś świecącego. to łza. Kilka łez. Znów płakała. Nie chciała mnie widzieć? Niepotrzebnie tu przyszedłem?
- Nie wpuszczajcie ich. Weźcie od dziewczyny dokumenty i pójdźcie je zanieść Gaarze. I każcie im się wynosić. Ja... muszę iść. - usłyszałem. To była Temari.
Co? Jak to? Dlaczego nie chciała nas wpuścić do wioski? Dlaczego każe mi się wynosić. Przecież parę dni temu... Płakała jak odchodziła. Pocałowała mnie. Więc dlaczego teraz jest taka zimna. Nie mogłem pozwolić by moja szansa przepadła. Jakbym teraz wrócić bardziej by mnie pilnowali. I wtedy na pewno nie udałoby mi się tutaj przyjść. A jak już jestem... Muszę przy niej być.
- Temari! Błagam.
Ona nie słuchała. Odwróciła się. Zaczęła iść. Czy to ten moment, gdy osoba odchodzi nas zawsze ?
- Temari!
Zacząłem biec w jej stronę. Strażnicy wykonali coś z rękoma. Czy to jutsu? Nie wiem. Muszę się do niej dostać. Zanim dotarłem do nich wyciągnąłem dwa kunaie i przejechałam nimi po rękach ochroniarzy. Jak się po chwili okazało to były klony. Ale ja już byłem krok od Temari, kiedy to Kotaro skoczył na mnie i walnął mną o ziemię. Rozwaliłem sobie o ostry kamień łuk brwiowy. Krew poleciała mi po twarzy i skapywała na ziemię.
- Shikamaru! - krzyknęła Ino. Chciała pomóc, ale nawet nie ruszyła się z miejsca.
 Zacząłem się szarpać. Odwróciłem się na plecy i kopnąłem mężczyznę w brzuch. Odleciał on 3 kroki dalej, a ja zdążyłem wstać. Znów byłem blisko Temari, kiedy 4 kunaie wbiły mi się w plecy. Krzyknąłem z bólu.
- Temari!
Dziewczyna odwróciła się. Kolejne kunaie leciały w moją stronę. Już myślałem, że kolejne ostrza ugrzęzną w moim ciele, ale zostałem osłonięty. Duży biały wachlarz i dziewczyna przede mną zasłaniały mi cały widok.
- Zostawcie go! - krzyknęła Temari.
- Ale Temari-sama... - zaczął Kotaro.
- Cisza!
- Temari-sama, dlaczego płaczesz?
- Zamknij się!
- Tak jest.
- Temari... - zacząłem.
- Nic nie mów. Przepraszam. - Temari spojrzała na mnie z uśmiechem i łzami w oczach. - Tęskniłam.
Uśmiechnąłem się. Jak ja teraz musiałem wyglądać. Cały we krwi. Lepiącej się krwi.
Dziewczyna złożyła wachlarz i podeszła do mnie. W tym samym momencie Ino podbiegła i stanęła 3 kroki ode mnie zobaczywszy jak Temari zbliża się do mnie.
Pocałowała mnie. Teraz i ona lepiła się od mojej krwi.. Ino wszystko widziała.
- Ty suko! To ja go kocham, a nie ty!
Temari wzdrygnęła się. Ja zresztą tak samo.
- Tak? No to patrz! - powiedziała i znów mnie pocałowała.
Kocham ją. Więc oddawałem pocałunki. Żal mi było Ino, choć średnio to rozumiałem. Ona mnie kochała? Przecież... ona jest dla mnie jak siostra. Ale ona chyba myśli inaczej. I jeszcze w drodze powiedziałem jej, że ją kocham. Shikamaru ty idioto.
- Nic już nie rozumiem. - powiedział Kotaro.
- Chyba wygrałam życie. - powiedziała Temari.
- Nie przesadzasz?! - krzyknęła Ino.
- Zamknij się suko! Nawet nie potrafiłaś go uratować!
- Sama zrobiłaś to dopiero później!
- Ale zrobiłam to. Idź zanieś te dokumenty i wynoś się.
Ja nic się nie odzywałem. Tylko patrzyłem raz na Temari, raz na Ino.
- Shikamaru, nienawidzę Cię! Myślałam, że jak podsunę Ci pomysł z ucieczką z Konohy, to jednak rozważysz to mądrze i będziesz chciał zostać ze mną. A ty jesteś głupi!- krzyknęła i pobiegła w stronę wioski.
Obróciłem się za nią.
- Zostaw ją. Proszę.
Spojrzałem na Temari. Nawet umazana moją krwią była piękna.
- Musimy Cię zabrać do szpitala.
- Temari-sama, przepraszamy. - Kotaro spuścił głowę.
- Nie poniesiecie za to konsekwencji. - oznajmiła, po czym zwróciła się do mnie. - To chyba nie problem?
- Nie, nie... Należało mi się.
Temari zaśmiała się.
- Dasz radę wstać?
- Chyba tak.
Wstałem. Po chwili zostałem pociągnięty przez Temari w stronę wioski.
- Powiem, żeby was zmienili! - krzyknęła do strażników.
10 minut później.
Czekałem w gabinecie już z oczyszczonymi ranami. Chwilę później zaczęli mi zszywać rany na plecach. a następnie na twarzy. Temari również umyła twarz. Po wszystkim Temari powiadomiła o zmianie straży jednego z shinobi i  poszliśmy do jej domu. Droga do jej domu nie była zbyt skomplikowana. W końcu stał on niedaleko od kwatery Kazekage.
Przeszliśmy przez drzwi, a następnie dziewczyna zamknęła ja.
- Kankuro? - zawołała.
Odpowiedziała jej cisza.
- Nie ma go. Ciekawe, gdzie poszedł.
Temari złapała mnie za rękę i pociągnęła mnie w stronę salonu. Ona dużo mnie dzisiaj ciąga. (HHAHAHHAAH SORY)
Nie dałem jej jednak dominować.  Złapałem ją i przysunąłem do ściany. Zbliżyłem swoją twarz do jej. Powoli. Dotknąłem jej warg swoimi. Wpiłem się w nie. Powoli. Muszę się nią nacieszyć. Może znów los nas rozłączy.
Nasze języki się spotkały. Powoli. Powoli.
- Cześć! - krzyknął Kankuro wyskakując z kuchni.
Odskoczyłem jak poparzony.
- Czyżby moja siostrzyczka była znów szczęśliwa? Tyle wygrać.
- Kankuro... - Temari zaczęła groźnie. - Masz 5 sekund na ucieczkę. 1... 2... 3... 4... 5... - Temari rzuciła się na Kankuro i uderzyła go w twarz, a ten zniknął. Po chwili Temari za pomocą techniki brata została zamknięta w kukle.
- Wypuść mnie stąd ty idioto! - waliła w ściany, ale to nie nie dało.
- Zamknij się siostra! - zwrócił się do mnie. - Jakim cudem tu jesteś?
- Uciekłem.
- Ty buntowniku.
- Przestań, zapewne jak wrócę, to pewnie będę kontrolowany nawet wtedy jak będę szedł do toalety.
- Biedny. Nie wracaj.
- Wiesz, jak na razie nie mam zamiaru.
Oboje się zaśmialiśmy.
- Wypuść nie!
- Dobra, dobra.
Temari została wypuszczona. Natychmiast podeszła i schowała się za mną.
- A co jak Ino powie, gdzie jestem i przyjdą tu?
Temari złapała mnie za rękę.
- Nie oddam Cię.
Zaśmiałam się.
- Tem?
-Tak?
- Szczerze, to jestem trochę zmęczony.
Dobrze chociaż, że mam jakieś ciuchy na zmianę.
- Jest już trochę późno. - powiedział Kankuro.
- A Gaara?
- On zostaje na noc w kwaterze. Obowiązku wzywają.
- Nikt mu nie może pomóc?
- Wiesz Tem. On chciał, żebyś mu pomogła, ale jak dowiedział się o tym, że Shikamaru tu jest postanowił, że zrobi to sam. A raczej sam ze mną. Więc ja spadam mu pomóc.
- Przeproś go ode mnie.
- Jasne. Cześć!
I wyszedł.
- Chodź.
 Temari wskazała  kierunek głową.
Weszliśmy po schodach. Do pokoju Temari. Po kolei skorzystaliśmy z łazienki. Czyści w bieliźnie położyliśmy się obok siebie. Przytuleni do siebie.
[Temari]
Shikamaru zasnął. Pocałowałam go i również zamknęłam oczy.
- Dobranoc Shikamaru.


Nie wiem czemu, ale podoba mi się ten rozdział. Wam też? A może wam nie? Piszcie!

3 komentarze:

  1. Hejka!
    Rozdział bardzo mi się podobał, na początku zaczęłam się zastanawiać dlaczego Temari nie chciała rozmawiać z Shikamaru.
    Ogółem świetnie piszesz! ^^
    Nie mogę się doczekać następnej notki, chakry!!!
    Aki
    PS. Bardzo bym się ucieszyła gdybyś zajrzała tutaj: http://cien-wachlarza-shikatema.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiaszczy ten rozdział. <3 Chcę kolejny. @___@

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zaczęłam pisać. 8))))))))

      Usuń