03.11.2013

Część 16. Why didn't she tell me ? Shikatema.

[Kankuro]
Minął tydzień. Temari zaczęła jeść i odzyskała siły. Wieczorem wyruszała do Konohy. Spokojnie można było ją puścić samą. Nawet gdyby ktoś ją zaatakował, jest silna.
Stałem w gabinecie Gaary i rozmawiałem z nim na temat spraw organizacyjnych wioski. Dostał nowe dokumenty i trzeba będzie je uzupełnić. Temari ma szczęście, że wyrusza. Chyba, że Gaara nie da jej pozwolenia. Nagle ktoś bez pukania wpadł do gabinetu. No tak, to Temari.
- Cześć siostra. - powiedziałem.
- Temari, nauczyłabyś się pukać. Zresztą, Kankuro, ty tak samo. Jesteście jedyni z wioski, co nigdy nie pukają. Zmienić mi to.
- Tak jest czcigodny Kazekage-sama. - Temari zaśmiała się.
- Przestań.
- No co, Kazekage-sama?
- Po prostu Gaara. Chcę tylko byście pukali.
- Dobra. Słuchaj, przyszłam tutaj po pozwolenie na opuszczenie wioski. Nawet jeśli jestem Twoją siostrą, takowe potrzebuję. To strasznie męczące.
- Po co wybierasz się do Konohy.
- Do Shikamaru.
- Z takiego błahego powodu nie mogę Cię puścić. Najlepiej gdybyś została z nami. Bez Ciebie całą noc będziemy uzupełniać te dokumenty. Zostajesz.
- Gaara. Mam bardzo ważny powód. Proszę.
- Pozwól jej iść. - włączyłem się. - Serio ma ważny powód.
- A jaki to powód?
Racja, Gaara jeszcze nie wiedział, że nasza kochana siostra zaszła w ciążę. Może trzeba mu powiedzieć. Niech Tem zadecyduje, ja się nie mieszam. Nastąpiła cisza.
- No pytam się.
- Gaara, bo wiesz.
- Co wiem?
- Kankuro, pomóż. - powiedziała cicho.
- Bo ona... - podrapałem się w tył głowy.
- Bo ja... Jestem... No nie mogę. Kankuro powiedz mu.
Wziąłem głęboki oddech.
- Nasza kochana siostra miesiąc temu zaszła w ciążę z panem, do którego teraz zamierza iść. - powiedziałem szybko, a Temari w tym czasie ukryła twarz w dłoniach i patrzyła przez szparki między palcami.
Chyba ona była ciekawa reakcji Gaary tak samo jak ja.
- Co?! - wykrzyczała Gaara. - Kankuro!
- Co?
- Dlaczego jej nie pilnowałeś?!
- Spałem! Miałem z nimi spać?! - zapytałem zdziwiony.
- Trzeba było!
- Czemu masz pretensje do mnie?! - wskazałem ręką na Temari - To ona jest wszystkiemu winna.
- Nie wszystkiemu, połowa winy jest Shikamaru! - wykrzyczała blondynka.
- Ale to nie on ma dziecko, tylko ty! On chociaż wie, że będzie ojcem?
- Idę mu to powiedzieć!
- A co jak Cię odrzuci?! Zostawi samą z dzieckiem?
- Jestem atrakcyjna, pół wioski na mnie leci, znajdę sobie kogoś!
- Nie drzyjcie się tak! - chciałem uspokoić rodzeństwo.
- Sam też się darłeś!
- Temari, zamknij się!
- Teraz też się drzesz!
- Ty masz tylko 19 lat! Już dziecko?!
- Nie drzyj się na mnie!
- Spokój. - powiedziałem najciszej jak się dało tak, by usłyszeli.
- Gaara...
- Co?
- Proszę. Dasz mi to pozwolenie?
- Dostaniesz je.
- Na ile?
- A ile chcesz?
- Mogę wybrać?!
- Nie ekscytuj się tak.
- Dobra. Dwa tygodnie?
- Chyba żartujesz!
- Powiedziałeś, że mogę wybrać.
- Ale nie na dwa tygodnie! Jesteś potrzebna w wiosce.
- Gaara, znając ją i tak wróci później.
- A wtedy według zasad powinienem ją zamknąć.
- Przecież na zamkniesz własnej siostry w więzieniu. - powiedziałem.
Chwilę jeszcze pogadaliśmy na temat podróży Temari. Ubłagała ona 3 tygodnie.
[Temari]
Jest godzina 18. Jestem gotowa do wyjścia. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Towarzyszył mi Kankuro. Odprowadził mnie on do bram wioski, pożegnał się, a następnie zawrócił.
Od razu ruszyłam biegiem przez pustynię. Nie robiłam przerwy, póki nie przeszłam na zieloną część. Wbiegłem w las. Na drodze stanęło mi mnóstwo jeleni. Od razu przypomniał mi się Shikamaru. Chciałam już być obok niego. Skupiłam się na chłopaku i nie zauważyłam lecącego kunaia w moją stronę. Nóż rozciął mi skórę na udzie. Od razu złapałam się za ranę. Krew spływała mi po nodze i skapywała na trawę.
Cholera, jestem zmęczona. Nie mogę teraz walczyć. Poza tym od Konohy dzielą mnie jakieś 3 godziny biegiem. Stanęłam na nogach i wyciągnęłam wachlarz.
- No, pokaż się! - krzyknęłam.
Chciałam sprawiać wrażenie silnej i opanowanej, lecz w głębi byłam zmęczona, słaba i wystraszona. Obejrzałam się, kiedy z przodu leciała na mnie 'chmura' kunaiów, shurikenów i wybuchowych notek. Szybko zamachnęłam się i utworzyłam wichurę swoim wachlarzem. Nie spodziewałam się jednak, że z tyłu ktoś na mnie skoczy i wywali mnie podtykając nóż pod gardło. Przeciwnik kopnął moją broń nogą, tak, że ta odleciała daleko. Nie wiedziałam kto to, mieli maski, ale ich ochraniacze na czole wskazywały,że są z Wioski Odrodzenia Drzewa. To oni mają swój znak? Nie wiedziałam. Chciałam się uwolnić, szarpałam się i wyrywałam, lecz ostrze przylegało do mojej skóry. Bałam się, że zaraz przejedzie mi tym nożem i zostawi tutaj na pastwę losu. A tak nie mogło być. Spojrzałam się na mężczyznę i spytałam: - Czego chcesz?. Ten tylko się zaśmiał.
- O co co chodzi? A raczej wam? Ilu was jest?
- Kilkunastu. - powiedział inny wychodząc zza drzewa. - Puść ją, a załatwię to.
Chłopak odskoczył, a ja natychmiast uniosłam się w górę. Niemożliwe. Czy on miał te same zdolności, co Pain? Nim zdążyłam pomyśleć coś jeszcze, zostałam rzucona w drzewa. Odbiłam się o niego i poleciałam na inne. Bawił się tak mną przez jakieś 5 minut. Byłam poobijana, zakrwawiona i bezsilna.
- A teraz to zakończę.
Z drzewa poleciałam na duży głaz, który widziałam na początku. Walnęłam o niego mocno.
[Gaara]
5 dni później.
- Zastanawiam się, czy Temari dotarła bezpiecznie.
- Sam też jestem ciekaw.
- Kankuro, wezwij do mnie Sasokiego. Potrzebny mi. Musi się skontaktować z Inoichim z Konohy. Muszę wiedzieć, czy ona jest bezpieczna.
- Jasne, już idę.
Kankuro wybiegł z gabinetu Gaary. Nie minęło nawet 15 minut, a wrócił wraz z mężczyzną.
- Gaara, jestem! - Kankuro krzyknął w progu.
- Dobrze. - zobaczyłem za nim Sasokiego. Podejdź. Mam sprawę.
- Tak, Kazkage-sama? O co chodzi?
- Musisz się skontaktować z Inoichim przez jutsu telepatii. Skontaktuj mnie z Hokage.
- Jasne.
Sasoki użył pieczęci i natychmiast skontaktował się z klanem Yamanaka.
- Inoichi? Słuchaj, mam sprawę. Mógłbyś mnie połączyć z czcigodną Hokage? [...] Dzięki.
Sasoki połączył mnie z Hokage.
- Witam szanowną Hokage-sama.
- O! Witaj Kazekage.
- Mam pewne pytanie. Czy Temari dotarła do Konohy?
- Temari? Nie. Nie było jej tutaj. Ale poczekaj, zaraz przyjdzie Shikamaru, mogę go spytać. O. Już jest. Shikamaru, czy nie ukrywasz niczego przede mną? [...] Czy Temari nie przybyła do wioski? [...] Gaara, słuchaj, Temari u nas nie ma.
- Rozumiem. Wyślę kogoś od nas, by jej poszukał.
- Jasne. Żegnam.
- Żegnaj.
- Kankuro, natychmiast wyruszasz na poszukiwania Temari. Natychmiast.
- Daj mi godzinę.
- Za godzinę widzę Cię w moim gabinecie  natychmiast wyruszasz.
- Tak jest.
[Kankuro]
Godzinę później.
Przyszedłem do gabinetu brata. On wyjaśnił mi szczególy, oboje pomyśleliśmy, gdzie Temari mogła pójść i którymi drogami do Konohy chodzi. Odebrałem przepustkę do Konohy i wybyłem z wioski.
Minęły 2 i pół dnia, a ja główkowałem się, którą drogą ona mogła pójść. Patrzyłem długo, Szedłem jedną drogą, potem zawróciłem i poszedłem drugą. Minęły następne godziny, a ja stanąłem w miejscu i rozglądałem się. Ku mojemu zdziwieniu na drzewach widniało mnóstwo krwi. Przestraszyłem się i szedłem za śladami. Było tu kilkanaście osób. Czy zrobili coś Temari? W oddali zobaczyłem wielkie drzewo, a przy nim, o boże, wachlarz. Temari nigdy się z nim nie rozstawała. Zabrałem go ze sobą. W oddali leżał dużo głaz. Również cały we krwi. Byłem przerażony. Ostrożnie podszedłem do niego i zamarłem. Pod nim leżała blondynka.
- Temari! Borze, dziecko! Temari! - podbiegłem do niej i zacząłem nią trząść. Po chwili obudziła się. Tylko spała. Miała połamaną rękę, rozwaloną głowę wraz z łukiem brwiowym i pełno siniaków.
- Temari, co się stało?
- Co? Kim ty jesteś? Boli mnie głowa.
- Temari... Borze.
 Wziąłem ją na ręce i zacząłem biec w kierunku wioski. Mam nadzieję, że nic z dzieckiem się nie stało.
[Shikamaru]
Dlaczego Tsunade pytała mnie o Temari. Czy ona miała zamiar przyjść do Konohy? O co chodzi?
Przechadzałem się uliczkami Konohy, kiedy nagle usłyszałem krzyk.
- Pomocy!!
- Kto to tak krzyczy? - zapytałem sam siebie, kiedy w oddali zauważyłem Kankuro. - Kankuro! Co się stało?
- Gdzie tu macie szpital? - krzyczał z daleka.
Dopiero teraz zauważyłem kogo niesie na rękach. Temari.
Zakryłem usta dłońmi.
- No gdzie jest szpital? - był już prawie przy mnie.
- Prosto, prawo, potem w lewo i naprzeciwko tego drzewa! - odkrzyknąłem mu, ale nie ruszyłem się. Kankuro przebiegł obok mnie. Ujrzałem zakrwawioną twarz dziewczyny.
- Boże, co jej jest? - pomyślałem.
Stałem tak jeszcze przez 10 minut, po czym pobiegłem do szpitala. Wbiegłem i od razu przepchnąłem się przez recepcje i wykrzyczałem jej imię. Recepcjonistka powiedziała mi pokój, a ja zamiast podziękować po prostu odbiegłem. Przed pokojem spotkałem Kankuro.
- Ej Kankuro! Co jest? Co się stało?
- Shikamaru. Cześć.
- Żadne cześć! Co jest z Temari! Widziałem jak ją niosłeś! Co się stało?!
- Aktualnie wzięli ją na oiom. Straciła przytomność.
- To chodźmy do niej!
- Przecież nie można.
Westchnąłem. Nagle przeszedł obok jakiś lekarz. Kankuro szybko podbiegł do niego.
- Doktorze, co jest z Temari? Obudziła się?
- Tak, obudziła. Zaraz przewieziemy ją na SOR.
- Tak szybko?
- Tak, nie mamy przeciwwskazań.
- Czyli zaraz będziemy się mogli z nią zobaczyć?
- Tak, ale... jest problem. Ale postaramy się go rozwiązać na SORZE.
- Dobrze.
Przed wjazdem na SOR zagipsowali jej złamaną rękę i zszyli ranę na głowie i łuk brwiowy.
W między czasie dziewczyna trafiła do pokoju z tomografem. Wykonali badanie i odkryli, że w mózgu Temari znajduję się krwiak. Następnie przewieźli na SOR.
Pół godziny później.
Oboje siedzimy obok jej łóżka, a ona leży i nie chce nawet na nas spojrzeć. Wymawiamy jej imię, a ona nie reaguje. Nawet wtedy mnie nie poznała. Czy ona straciła pamięć?
- Doktorze! - zawołałem lekarza.
- Czy ona straciła pamięć? - wtrącił się Kankuro.
- Nie jestem pewny, czy to amnezja.
- Amnezja?! - zawołałem.
- Nie chciałem ci mówić.
- Temari. Hej. Temari. - lekarz podszedł do dziewczyny.
- Co? O kim mowa? Boli mnie głowa.
- Pamiętasz, jak masz na imię?
Dziewczyna siedziała i patrzyła się na wszystkich. Widać było, że myśli.
- Nie wiem.
- Masz imię. Brzmi ono Temari.
- Temari. - powtórzyła dziewczyna.
- Pamiętasz mnie?! - wyrwałem się.
- Nie. - pokręciła głową.
- Temari, błagam. Powiedz, że to nieprawda. Temari.
- Przepraszam, naprawdę nie wiem kim jesteś.
- A ja? Kim ja jestem? - zapytał Kankuro.
- Też nie wiem. Wiem tylko, że przyniosłeś mnie do tej wioski. Ale nie wiem kim jesteś. Gdzie ja jestem?
- W szpitalu. W Konoha. - oznajmił lekarz.
- Konoha. To jest... Co to jest?
- Temari, nie wygłupiaj się. - powiedział Kankuro. - Wiem, że pamiętasz.
- Naprawdę, nie mam pojęcia. Boże, kim wy jesteście?
- Na początku może powiemy Ci kim ty jesteś.
- To też mnie interesuje.
- Jesteś Temari i masz 19 lat. Mieszkasz w Wiosce ukrytej w Piasku. Masz dwójkę braci. Ja jestem jednym z nich. Mam na imię Kankuro. Twój drugi brat to Gaara. jest przywódcą wioski.
- Ja mam braci?
- Tak masz.
- Kankuro, tak?
- Tak.
- Jakie są nasze relacje?
- Chyba... dobre.
- A ty, kim ty jesteś?
- Ja.. jestem Shikamaru. Mieszkam w Konoha.
- A nasze relacje jakie są?
- Nasze... relacje?
- Doktorze! - krzyknął Kankuro.
- Boże, nie drzyj się tak. - powiedziałem.
- Doktorze, mogę na słówko?
- Jasne.
Kankuro i lekarz odeszli trochę od nas i szeptali coś.
- Więc, jakie są nasz relacje?
- Nie sądzę, byś chciała wiedzieć.
- Chcę. Chcę coś wiedzieć.
- Ja... i ty. My, znaczy. Nie. Nie umiem ci tego powiedzieć. Ja... cię kocham.
- Co? - dziewczyna zaśmiała się. - Chyba nie mówisz poważnie.
- Temari, kocham cię.
- A... - zaczęła ostrożnie - Czy ja cię kocham?
- Znaczy, zostawiłaś mnie. Byłem z tobą w twojej wiosce. I ty zostawiłaś mnie tam. Kazałaś mi wrócić, bo... nie, nie wiem.
Kankuro wrócił. Lekarz poprosił pielęgniarkę, by ta przywiozła mu USG. Po chwili lekarz rozpoczął badanie. Minęła chwila.
- Żyje.
- Dziecko?! Ona jest w ciąży?! - krzyknąłem.
- Tak. - powiedział Kankuro. - Nie chciałem Ci na początku mówić. Ale skoro jesteś przy tym, a ono żyje...
- Mam dziecko? Kto jest ojcem?
- On. - Kankuro wskazał na mnie.
- Shiakamru?
- Jestem Shikamaru.
- Shikamaru jest ojcem?
- Tak.
- Kankuro?
- Tak?
- Czy ja go kocham?
- Wiesz... Dwa tygodnie temu... Ty... - Kankuro podrapał się w tył głowy. - Gdy dowiedziałaś się jaki jest wynik testu popłakałaś się. Powiedziałaś, że kochasz Shikamaru i chcesz do niego wrócić.
- Ona naprawdę tak powiedziała? - zapytałem.
- Teraz tego nie pamięta, ale tak właśnie powiedziała. I ona chciała tego dziecka.
- Rozumiem.
- Ale zaraz, muszę poinformować Gaarę o tym co się stało! Shikamaru, zostaniesz tu z nią? Opowiedz jej co robiliście ponad miesiąc temu.
- Co robiliśmy? - zapytała zaciekawiona dziewczyna.
- Byliście zakochani. Zresztą, on nadal jest.
- Dobra, koniec tej pogadanki. Temari, umiesz czytać? Wiesz jak się pisze? Liczy?
- Dobra, ja idę.
I Kankuro wybiegł.
- Nie wiem, czy umiem. - powiedziała dziewczyna.
- Ja tutaj mam taki świstek. Przeczytaj.
Dziewczyna wzięła kartkę do ręki i zaczęła czytać bardzo powoli.
- 'Mama... Łóżko... Obrazek... Małża... Góra... Drzwi... Klątwa... Pięść... Muszla.... Co to jest?
- Zbiór słów. Będziesz musiała popracować nad płynnym czytaniem. A tutaj masz kartkę i długopis - doktor podał rzeczy dziewczynie. - Napisz słowa które ci podyktuję, dobrze?
- Dobrze.
Lekarz wymawiał słowa takie jak: małżowina, struś, wielbłąd, pięć, słoń, i inne. Temari zapisała je bezbłędnie.
- Dobra. A liczyć? Policz od jednego do dziesięciu i od czterdziestu do pięćdziesięciu.
Temari wykonała zadanie.
- Dobra, nie jest tak źle. Jutro pojedziesz na operację. Dzisiaj blok jest już zajęty, aż do jutra do 10.
- Dopiero jutro? A to zagraża jej życiu?
- Eh, tak.
- To zróbcie to dzisiaj!
- Nie mamy gdzie. Nie możemy wybierać sobie kolejności, każdy potrzebuje operacji, Shikamaru, musisz to zrozumieć.
- Super.
[Kankuro]
Wybiegłem ze szpitala. Chciałem dostać się do gabinetu Hokage. Może tam powiedziano by mi, gdzie znajdę kogoś z klanu Yamanaka z techniką telepatii. Nie musiałem jednak daleko iść, bo zaraz obok szpitala spotkałem Inoichiego.
- Witam pana. Mam takie pytanie, połączyłby mnie pan z Gaarą?
- Z Kazekage, tak?
- Tak, z Kazekage.
- Bez problemu.
Inoichi wykonał pieczęć i położył mi jedna rękę na głowie.
- Gaara.
- Kankuro? O co chodzi? Znalazłeś ją?
- Tak.
- I co z nią? Znów się gdzieś szlajała?
- Gaara, to poważne. Temari straciła pamięć.
- Co? Przecież wiem, że mnie wkręcasz.
- Gaara, serio. Przepraszam, ale nie mogę za dużo gadać. Miej nadzieję, że ona przeżyje.
- A dziecko?! Co z dzieckiem?!
- Ono też żyje.
Gaara odetchnął z ulgą.
- Dobra, rozłączam się.
- Cześć.
- Dzięki Inoichi.Ja już muszę lecieć, cześć.
- Cześć.
Ponownie wbiegłem do szpitala. Zobaczyłem Shikamaru, który nawet nie patrzył się na Temari. Co znowu między nimi zaszło?
- Już jestem. Poinformowałem Gaarę.
- Naszego brata?
- Tak, naszego brata.
- Doktorze, odzyskam pamięć?
- Z czasem może.
- Dobra. Wierzę, że sobie przypomnę was, chłopaki. Chodźcie tutaj.
Podszedłem razem z Shikamaru, a Temari nas przytuliła.
Już dawno nie czułem takiej bliskości osoby którą kocham. To było piękne.

KOCHANI.

3 komentarze:

  1. Genialny rozdział, już na początku koma piszę, że piszę go na równi z czytaniem więc wspomnę tu o moich przypuszczeniach.
    Podobała mi się reakcja Gaary i to, jak gadali z Kankuro.
    Gdy czytałam to zastanawiało mnie co się stanie z Temcią, no bo nie powinna zginąć, ale w poprzednim opku zginęła, więc nie zdziwiłabym się gdyby tak było...
    Zauważyłam też kilka błędów ortograficznych, ale mniejsza o to ^^
    Shikamaru ty głupku!!! To ty powinieneś wziąć ranną Temi na ręce i zanieść do szpitala, a nie zmęczony po długiej podróży Kankuro!!
    Dobrze, że tylko straciła pamięć... kamień spadł mi z serca.. No i jeszcze bałam się, że dziecko nie przeżyje...
    Ja już spadam!! PAPA!!:*
    Chakry!!
    Aki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej Michiru kiedy następna nocia?? Mam załamkę i chcę coś poczytać, a tak brakuje mi shikaTema

      Usuń
    2. Ostatnio miałam lekkie problemy, ale zaczęłam go pisać, ale dopadło mnie 'brak weny' i słabo mi idzie. Ale postaram się jak najszybciej to skończyć.

      Usuń