10.02.2015

Przepis. Część 1.

 The Baddest Female

 

Nienawidziłam Gaary za to, że zawsze dawał mi takie męczące zadania. W sumie nawet i bez tego go nienawidziłam. Jako brat zawsze działał mi na nerwy, czasami nie wytrzymywałam z nim i wtedy zaczynałam z nim rozmawiać jako ambasador Suny. Strasznie tego nie lubił, przez co coraz bardziej mi się to podobało. Doszło do tego, że cieplejsze gesty towarzyszyły nam tylko w relacji ambasador-Kazekage, jednak w obecnej sytuacji nawet nie chciałam myśleć o jakimkolwiek kontakcie z tym idiotą. Byliśmy w drodze do Konoha. Kazekage, Kankuro, ja i kilku najlepszych ninja z innych rang; dobrze, że uczniowie akademii nie chcieli z nami iść. Skapitulowałabym. Mimo wszystko to nie było mi na rękę. Sam cel podróży wydawał mi się wręcz absurdalny i nigdy nie dopuściłabym go do siebie. Szliśmy, aby podpisać Traktat pokojowy. Po kilku latach wojny z Konohą w końcu nastanie pokój. W sumie trudno mówić o wojnie, Konoha od zawsze bała się nas. Każde spotkanie kończyło się ich zupełną klęską. W sumie, mnie to tam pasowało, nawet nie musiałam się zbytnio wysilać. Nie do zliczenia jest to, ile razy na sam mój widok poddawali się. Żałosne, ale w sumie co innego mogli zrobić, by przeżyć. W końcu stała przed nimi Najgorsza Kobieta.
Ten przydomek cięgnie za mną już kilka lat. O ile się nie mylę, to w tym roku będzie to 7 rok. 7 rok bycia najgorszą. Podobało mi się to. Od zawsze byłam tą złą. Temari, nie bądź złą dziewczynką. Zjedz to. Temari, ty okropna dziewczyno, nie ruszaj tego. Temari, zostaw to, było mi potrzebne. Zła Temari. Zła Temari. Zła Temari. Czułam się czasami jak pies. Jak zły pies. Zła Temari.
Byłam złym dzieckiem.Tylko złym, do czasu, aż w wieku 15 lat pewien chłopak rzucił mnie na festiwalu pełnym ludzi. Wykrzyczał, że jestem najgorszą kobietą, jaką kiedykolwiek znał. Nie potrzeba było dużo czasu, by ludzie podłapali tę ksywkę i zaczęli używać jej w praktyce. W wieku 15 lat stałam się Najgorszą Kobietą i postanowiłam pielęgnować ten przydomek najlepiej jak się da. W niedługim czasie drastycznie się zmieniłam, a ludzie natychmiast zmienili o mnie opinię. Stałam się małą, szczupłą, blond suką. Łamałam serca każdemu mężczyźnie, który próbował się do mnie zbliżyć. Byłam niezależna, a do tego pożądało mnie coraz więcej mężczyzn. Czy to nie piękne?
Ale co by robiła Najgorsza Kobieta bez swoich wiernych fanek? Miałam ich i to dużo. Podobne do mnie kiedyś, małe zbuntowane dziewczynki. Niektóre kurwy, inne ćpunki. Uczą się od najmłodszych lat od tych wszystkich złych kobiet. Ale nie, ja się nie puszczałam. Miałam swoją dumę, a do tego nie potrzebny mi był głupi dzieciak do niańczenia. Już wystarczyły mi one. To tylko parę randek. Nic wielkiego. Narkotyki swoją drogą, mam z nimi trochę problemów. Kradzieże i bójki to też ciekawy temat.
Z biegiem lat rozumiałam jednak coraz więcej i przestałam się bawić. Zaczęłam sumiennie wypełniać powierzone mi obowiązki wydane przez Kazekage. Jednak dawnych relacji nie odzyskaliśmy. Nie mieliśmy nawet kiedy, zaczęła się wojna. W tamtym czasie porzuciłam dawne praktyki Najgorszej Kobiety, by w pełni zająć się obowiązkiem wojny. A jako, że byłam całkiem niezła, często wychodziłam walczyć na froncie. Albo po prostu szłam. Konoha nie zawsze chętnie stawała z nami twarzą w twarz.
Mówiąc 'z nami' niekoniecznie to mam na myśli. Często zmienialiśmy ludzi idących walczyć na froncie. A raczej zastępowaliśmy. Problemom nie było końca i gdy zaczął się najgorszy okres, dużo z nas zmarło. Nie znaliśmy tej choroby, nie wiedzieliśmy jak się leczyć, ani jak się bronić. W tym wypadku pierwszy raz byliśmy bezsilni.
W godzinach porannych w lesie roiło się od różnych ptaków. Wydawały z siebie najdziwniejsze głosy. Ludzie zawsze mówili, że to piękne posłuchać ptaków o poranku. Ale co w tym pięknego? Ptaki jak ptaki. To ich ćwierkanie nie jest nawet ładne. Powiedziałabym, że mnie denerwuje. Doprowadza mnie do białej gorączki. Idę dalej próbując skupić się na tym, że już niedługo będę musiała być w Konoha. Czy on może do cholery przestać ćwierkać? Konoha, w porównaniu z ptakami, to raj. Mimo wszystko, jako Najgorsza Kobieta, w raju być nie mogę, więc jednym ruchem wyjmuję zza materiału kunai i gładkim ruchem ślę go w kierunku tego małego piskliwego potwora. Ptak wydaje ostatni dźwięk i spada z drzewa. Reszta zwierząt odlatuje najszybciej jak się da. Czyżby wreszcie cisza i spokój?
- Temari!
Czy przed chwilą nie marzyłam o ciszy i spokoju? Wzdycham ciężko. Mam was wszystkich dość.
- Czego chcesz, Gaara?!
- Nie chcę tam żadnej walki. To się tyczy wszystkich, nie tylko ciebie.
- Dobrze wiesz, że nawet nie chcę tam iść. Popieprzony plan.
- Już o tym rozmawialiśmy.
Nic nie odpowiedziałam. Chciałam ciszy i spokoju, a jeśli bym się odezwała, znów usłyszałabym jego irytujący głos. Naprawdę miałam dość tego wszystkiego, a podróż do Konoha w ciszy wydawał się lepszą opcją, niż podroż do Konoha z głosem brata w tle. Pieprzyć to, wszystko byłoby lepsze od podróży do Konoha!
Jest tak, jak on mówi. Rozmawialiśmy już o tym i to nie jeden raz. Dobrze znałam powód bratania się z wrogiem. I nadal nie chciałam tego robić. W zasadzie mało co w ogóle chciałam. Pasowało mi życie, którym żyłam dotychczas. Miałam wystarczająco dużo atrakcji, by nie odczuwać nudy. A tu co proszę! Trzeba się nagle zbierać i litować nad wrogiem. Zabijaliśmy się nawzajem od lat i nagle mamy żyć w zgodzie? Pomagać sobie? Ratować życie? Byłam osobą, która dość szybko przystosowuje się do nowego otoczenia, ale tak drastyczna zmiana nawet jak dla mnie była niekomfortowa. Gaara myśli, że nagle będziemy dla nich mili? Myśli, że oni przestaną się nas bać? Będziemy mieli z nimi jakieś wspólne tematy? Zastanawiam się, czy znajdę osobę, z którą będę wreszcie mogła normalnie porozmawiać. Kogoś mądrzejszego, od moich braci, kto zrozumie, że świat można widzieć na wiele sposobów.
- Nie chcę tam iść. - warczałam co jakiś czas.
A co będzie, jak wejdziemy do wioski? Powitają nas z otwartymi ramionami? Może tak myśli Gaara. Nie wiem, co bym zrobiła, gdy rzeczywiście tak było, ale na ich miejscu widząc Sunę, uciekałabym. Byleby przeżyć. Wejdziemy na ich teren. Będą się czuć pewniej i mogą zaatakować. Mają chyba dość oleju w głowie, by rozumieć to, że przychodząc do nich bez broni w ręku nie chcemy walczyć. Chyba, że zaatakują pierwsi. Tylko od nich zależy ile osób zginie. Gaara by się na mnie wściekł. Konoha, przybywam. Atakujcie!
- Tamtego dnia ty miałeś jej pilnować. To dlatego teraz taka jest.
- Przestań już. Teraz trzeba tego dopilnować. Mówiła,że z tym skończyła. Chciałem jej ufać.
Idioci. Wszystko słyszę i jak zwykle to była moja wina. Nienawidziłam ich.
Idę na przodzie, niedużo przed braćmi, więc mam najlepszą widoczność na widok wyłaniający się zza drzew i innych roślin. Jako, że od dziecka mieszkałam na pustyni i otaczał mnie piasek, ciężko mi sobie teraz wyobrazić życie wśród zieleni i tylu zwierząt. Jest tu dużo chłodniej, a chodzenie po piasku jest dużo wygodniejsze. Jak oni tu żyją? Rozmyślanie na takie rzeczy dobrze mi sprzyja, gdyż podróż automatycznie mi się skróciła. Nim się spostrzegłam, zza górki wyłoniły się mury wioski i szeroka brama prowadząca w głąb terenu. Kiedy ostatni raz tu byłam, wyglądało to trochę inaczej. Przy bramie nie ma budki, w której siedzieliby ninja strzegący wioski i porządku. Prawdopodobnie przestali tak ryzykować, od kiedy napadnięto na nich i zabito naprawdę dużo ninja. W sumie nawet nie miałam pojęcia, dlaczego wioski się nienawidzą. Nigdy nie myślałam nawet nad tym. Dostawałam rozkaz zabicia, to go wykonywałam nie myśląc nawet, jaki jest tego powód. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Zawsze tak jest i w tym przypadku pewnie to też był powód rozpoczęcia ataku. Wiadomo, że Konoha od zawsze zajmowała się uprawą i handlem. Mieli lepsze predyspozycje wynikające z miejsca położenia wioski. Zapomnieli się tylko skupić się na trenowaniu młodych ninja do walki. W każdym momencie to, co wychodziło im najlepiej mogło zostać im odebrane.
Ludzie zaczynają nas dostrzegać. Niektórzy uciekają i krzyczą, inni jeszcze nie załapali o co chodzi. To śmieszne i przykre jednocześnie. Nieumiejący walczyć nie wiedzą co robić. Stoją w miejscu. Co się teraz stanie? Posyłam im uśmiech i obrzucam enigmatycznym spojrzeniem. Widzę, jak niekomfortowo czują się w tej sytuacji. Chcieliby się ruszyć, ale nie mogą. Patrzą się na nas i zastanawiają czy lepiej uciekać, czy od razu się poddać. Stoję na środku i rozglądam się po wiosce. Nie dostrzegam za dużo osób. Zawsze tak było, jednak nie zawsze chowali się ze strachu. Czasem to był wstręt do mnie. Co ze sobą zrobiłam. Jakim człowiekiem się stałam. Ja? Córka byłego Kazekage? Siostra obecnego? Pierdolenie!
Zaczynało się to robić nudno, gdy na przeciw wyszło nam kilku ninja. Zlustrowałam ich od góry w dół. Wystraszeni, ale gotowi walczyć. W podobnym wieku do mojego. Patrzyłam jak wyciągali powoli broń, gotów jej użyć. Sama chwyciłam po swoją, gdy usłyszałam zza pleców swoje imię. Tak samo było wczoraj, gdy zaczynałam swój codziennie trening. Były dni, w których nie walczyłam i energia mnie roznosiła. Musiałam sobie trochę powalczyć. Z przeciwnikiem, lub bez niego. Wtedy usłyszałam to samo imię i ten sam głos. Przyszedł do mnie i powiedział, żebym wykorzystała moją reputację. Dlaczego przypomniałam sobie o tym akurat w tym momencie? Ta chwila była chyba tą właściwą. Jednym ruchem wyciągnęłam broń i uderzyłam nią o ziemię uśmiechając się do ninja naprzeciwko mnie. Przybyło kilku kolejnych. Nie wyglądali szczególnie groźnie. Jak z takim potulnym wyglądem mają zamiar z n a m i walczyć? Jak z takim potulnym wyglądem mają zamiar walczyć z k i m k o l w i e k? No, Gaara. Kazałeś mi użyć reputacji. Trzeba było bardziej sprecyzować rozkazy. Nie potrzebowałam dużo czasu by wymyślić coś, co by najbardziej do mnie pasowało. Wyprostowałam się, a krótki, gardłowy śmiech sam ze mnie wyszedł.
- Niech tylko ktoś spróbuje zaatakować, zapierdolę! Tyczy się to wszystkich tu zgromadzonych!
Uśmiechnęłam się do siebie w duchów. Z dwóch powodów. Zabrzmiałam pewnie i groźnie, a także czułam jak wzrok Gaary wypala mi dziurę w ciele. Wiem, że nie tak sobie to wyobrażał. Dlatego właśnie tak mi się to podobało. Korciło mnie, żeby się obrócić i popatrzeć na jego twarz, jednak wyraz twarzy Konohy był dużo zabawniejszy. Jednocześnie przestraszeni i zdezorientowani. Wariatka przyszła. Nie wie co gada. Szalona. Najgorsza, trzyma w niepewności. O co tu chodzi?
Chciałam się odezwać ponownie, jednak poczułam na ramieniu czyjąś rękę. Już od dawna nie czułam czyjegoś dotyku. To ta dziewczyna, Temari. Bez kija nie podchodź. Pamiętam, jak jeden chłopaka złapał mnie, bym nie upadła. Bym trochę pijana, jednak pamiętam to zdarzenie. Chwilę potem złamałam mu nos i z krzykiem wyrwałam mu się z objęć. Ostatecznie i tak upadłam. Jako Najgorsza Kobieta często upadam, zazwyczaj nie ze swojej winy. To wina alkoholu i narkotyków. Nie moja.
Dotyk nie był ciepły. Nie był nawet przyjazny. Znaczył mniej więcej zamknij się w końcu. Nic nie powiedziałam, jednak skinieniem głowy potwierdziłam Gaarze, że wykonam jego rozkaz. Nawet, jeśli dla innych mógł być niewidoczny, ja rozumiałam go aż nad to. Czekałam, aż przemówi. Chciałam, by już mówił. Chciałam uciec. Schować się. Miałam tego dość.
- Chcę mówić z Hokage. Gdzie ona jest?
Na przód wyszedł mu brązowowłosy chłopak. Wykrzyczał Gaarze w twarz jakieś bluźnierstwa i wyprostował się. Wyglądał jak wilkołak. Ho, nawet warczał. tego się nie spodziewałam po ludziach Konoha. Na polikach miał narysowane czerwone trójkąty. Zastanawiam się, co mają oznaczać? Może chce wydać się przez to groźniejszy. Nagle odczułam wielką chęć uświadomienia go, że są co najmniej śmieszne. Zaczęłam się delikatnie śmiać. Cholera, Temari. Natychmiast zakryłam ręką usta, gdy zza chłopaka wyszedł wielki biały pies. A więc to on warczał. Widzę, że swój ciągnie do swego. Oboje mieli tak śmieszne, jak również nieprzyjemne twarze. Bez pomyślunku rzucają się na wroga. Oceniam, że umrą dużo szybciej, niż ich znajomi.
- Jak cię zwą?
- Kiba. Kiba Inuzuka. A to Akamaru.
Aż ukucnęłam. Ten chłopak niema za grosz wychowania. Nienawidziłam go.
Uwaga. Co za emocje. Kiba Inuzuka pokonał moich braci i wskoczył na 1 miejscu w rankingu mężczyzn, którzy mnie wkurzali. Do tego splunął przed Gaarą. Grabisz sobie chłopcze. Znam jednak Gaarę i wiem, że nic nie powie na ten temat. Nie chce rozpoczynać bezsensownych dyskusji, tylko spotkać się z Hokage. To się dla niego najbardziej liczy w tej chwili.
- Większość ludzi nazwałaby to niewychowaniem, jednak dla ciebie pewnie oznacza to męstwo i odwagę, co? - wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu, jednocześnie wstając. Rozpuściłam włosy i pozwoliłam, by opadły mi na ramiona. Chyba powinnam je trochę ściąć, są już za długie. Kto w ogóle wymyślił włosy. To strasznie męczące. Ale nie czas teraz o tym myśleć. Stanęłam przed Gaarą i znów jasno wyraziłam naszą chęć rozmowy z Hokage. Uh, ten chłopak śmierdział psem.
- Zaprowadź nas do Hokage, ty mała kurwo!
- Temari!
Jak na zawołanie zakręciło mi się w głowie. Przez chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami, a ciało już miało bezwiednie  opaść na ziemię, gdy poczułam silny ból. Ktoś mnie dotknął. Zostawcie mnie, kurwa! Lecę, lecę do tyłu. Ale stoję. Nie mogę ruszyć rękoma, nie dotykaj mnie! Ktoś mnie trzymał, a ja musiałam się dowiedzieć kto to był. Odwróciłam głowę, by zobaczyć przy sobie Kankuro. Szeptał mi do ucha, bym się zamknęła. Nie przyszliśmy tutaj bez celu. Mam się zamknąć, bo wszystko popsuję. Znów będzie moja wina. Przyzwyczaiłam się, więc tylko odetchnęłam. Puścił mnie, a ja rozmasowując obolałe nadgarstki, spojrzałam na tego chłopaka. Swoją drogą, Kankuro ma mocny uścisk.
W tej samej chwili między Gaarą, a pchlarzem stanęła Hokage. Spojrzała na Kazekagę, to na bandę tego wilkołaka. To na mnie, na Kankuro i na resztę naszych. Czy Hokage jest aż tak nieporadna, że nie wie co robić? Czy cała Konoha nic nie umie? Stoi i się patrzy. W chwili, w której ona stoi i nic nie robi, moglibyśmy zabić ją i mnóstwo innych ludzi! Dlaczego do cholery nic nie robi?!Nie chciałam już tego wszystkiego słuchać. Ukucnęłam i wbiłam wzrok w ziemię czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Gaara jak zwykle ogarnie sytuacje i rozmówi się z tą kobietą. Będzie dobrze. Pójdziemy razem z nią i podpiszemy Traktat. Gaara, pospiesz się.
Zaczynam zauważać zalety tych głupich ptaków. Mogłam chociaż zabić te okropne stworzenia. Tu dostałam bezwzględny zakaz walki, nie mówiąc o morderstwie. Gaara by się wściekł. W sumie ciekawa opcja. Ciekawsze niż to, co robimy aktualnie.
Jesteśmy tu w trójkę. Ja, Kazekage i Kankuro. Po drugiej stronie siedzi Hokage ze starszyzną. Nieopodal stoi kobieta, prawdopodobnie asystentka. Jest strasznie spięta, przenosi ciężar ciała z nogi na nogę i wygina palce pod najróżniejszym kątem. Podważa też paznokcie. Kobieto, uspokój się trochę.
No i on. On... W zasadzie nie mam pojęcia kto to jest. Siedzi odizolowany od nas wszystkich i zapisuje coś w papierach. Nie bierze aktywnego udziału w dyskusji, jednak jest dobrym słuchaczem. Wyłapuje wszystkie niedociągnięcia i zadaje dużo pytań, gdy nie jest czegoś pewny. Jest też bardzo mądry, logicznie łączy fakty. Innych zalet się nie dopatrzyłam, a wady od razu rzucają się w oczy. Denerwuje mnie ten jego leniwy wzrok. Wiem, że jest zainteresowany, jednak nie wygląda na takiego ani trochę. Prawie śpi! I co chwila coś mruczy pod nosem. Na początku nie zawracałam sobie tym głowy, jednak po chwili przyłapała się na tym, że nadsłuchuję, co on tam mruczy. Udało mi się wyłapać raptem jedno słowo. Beznadzieja.
Oni patrzyli się na nas inaczej, niż reszta mieszkańców.Nie, jakbyśmy byli czymś. A kimś. Może nie bali się nas, jak tamta banda tchórzy. A może dlatego, że nie mogli uwierzyć własnym oczom, że właśnie zaproponowaliśmy im pokój. Dopytywali dlaczego, skąd taki pomysł. Gaara skrócił swoją odpowiedź do minimum. Dość. Stwierdził, że mieliśmy dość walki. Wypraszam sobie Gaara, jak bym sobie jeszcze powalczyła! Ale on dobrze o tym wie. Może nasze relacje nie są dobre, ale obydwoje wiedzą o mnie wszystko.
Muszą to przemyśleć. Nad czym tu myśleć? Albo zgadzają się na pokój, ale umierają dalej. Nie mogę tego słuchać, więc cieszę się, że proszą o nas o opuszczenie pomieszczenia. Wychodząc rzucam im
 'To wasza jedyna szansa. Potem nie będzie tak przyjemnie' i opuściłam pomieszczenie. Mimo, iż byłam za ścianą, już czułam wzrok braci przepalający się przez ścianę i przebijający moje serce.
- Oh, umieram. - rzuciłam ironicznie w ich stronę, łapiąc się przy tym dramatycznie za koszulkę.
Jak zwykle tylko przekręcili oczami. Widziałam ich grymas, więc sprostowałam.
- Zawsze dostaję to co chce. Zapomnieliście?
- Przecież nie chcesz tego pokoju.
- Skoro już tu jestem, to podpiszmy ten pokój. Przejdę się, cześć.
Wystrój bazy Hokage zupełnie różnił się od naszego. Większość wyłożone było drewnem. Ściany były jaśniejsze od podłogi, lecz aż tak bardzo nie rzucało się to w oczy. Co jakiś czas wisiały na nich zdjęcia obecnej i byłych Hokage i, jak podejrzewam, jej przyjaciół czy rodziny. Wyglądali na szczęśliwych. Dotknęłam ramek. Całkiem przyjemne w dotyku to drewno i oko można nacieszyć. Mieli lepszy wystrój od naszego, ale co się dziwić. Otaczał nas tylko piasek. Jedna wielka piaskownica. Niech spróbują przeżyć tam parę dni bez wody. Zobaczymy kto jest lepszy.
Przez duże, przestronne okno widziałam przybyłych z nami mieszkańców Suny. Lubiłam ich za to, że nigdy się nie poddawali. Konoha patrzyła na nich, jak na trędowatych, a oni odpłacali się tym samym z podwojoną siłą. Przyglądam się im chwilę i myślę, że gdyby się zmieszali z tutejszymi ludźmi, za dużej różnicy by nie było. Jesteśmy do siebie bardzo podobni pod względem wyglądu. Cholera! Jesteśmy tacy sami, więc dlaczego patrzymy na siebie z taką odrazą.Nigdy nie rozumiałam ludzi. Dlatego też ich nie lubiłam i unikałam. Można uciec od samej siebie?
Zza zakrętu wyszło dwóch ninja Konoha. Widząc mnie, stanęli jak wryci i spojrzeli na siebie pytająco. Stałam obok okna oparta plecami nogą o ścianę, a wzrok wbiłam w ziemię. Kusiło mnie, by coś im powiedzieć. Gaara by mnie zabił, za moje coś.
- O co chodzi? - podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się enigmatycznie. Włosy przykrywały mi fragmenty twarzy, co dodało mi jeszcze więcej tajemniczości. Nudna, niech oni sobie już pójdą.
Czy tak łatwo można mnie przejrzeć? A może Konoha zna jakąś sekretną technikę czytania w myślach Temari? Zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać w momencie, gdy ninja natychmiast przeszli obok mnie i oddalili się jak najdalej, akurat wtedy, gdy tego chciałam. W każdym razie, dzięki!
Wracając zauważyłam jak wszyscy wychodzą z pokoju, który wspólnie z braćmi opuściłam jakiś czas temu. Podeszłam do zgromadzonych i nawet nie musiałaś się o nic pytać. Od razu zostałam poinformowana o tym, że Konoha podpisze z nami Traktat Pokojowy. Oh, wow. To super. Od dzisiaj mogę zacząć traktować Konoha jak sojuszników.
Ci, którzy pomyśleli, że naprawdę jestem zadowolona - mylicie się idioci. Podpisanie tych papierów znaczyło to, że muszę zostać wraz z Kankuro i kilkoma innymi ninja w Konoha. Nawet nie muszę pytać, czy się na to zgodzili. Kankuro na pewno to załatwił. Wiedział, jak bardzo nie chcę tu zostawać. - Ale po co? Gaara, no po co? - Trzeba zdobyć ich zaufanie. Trzeba się zaprzyjaźnić. Ha! Ale dlaczego ja? Ten idiota dobrze wie, że nie mam zamiaru się z nimi bratać. Gaara, pozwól mi iść z tobą do wioski. Nie chcę tu zostawać. Gaara, przestań. Nie zostawiaj mnie tu. Nienawidzę cię. I tak stąd ucieknę.
- Do widzenia, Kazekage. Bezpiecznej podróży.
- Do widzenia.
Kto się domyślił, że nie dałam rady go przekonać? Tak, zostałam tu i miałam to cholerne szczęście, że ludzie się mnie bali, a zadaniem było zaprzyjaźnienie się z tutejszymi. Mówiłam już, że Kankuro sumiennie zda raport nie ukrywając przed Gaarą najmniejszych szczegółów? Witam w piekle panno Temari. Śmierć jest już blisko.
Póki trwa pożegnanie Kazekage, wykorzystuję sytuację i mieszam się w wiwatujący tłum. Wyglądają jak banda zadowolonych dzieci. Eh, w końcu nie muszę się martwić o swoje życie. Dobrze, że jestem tak mała, a oni dodatkowo skaczą. Nikt mnie nie zauważy i łatwo jest mi się przecisnąć. Ile ich tu jest?
Jestem na wolności, o ile mogę tak nazwać swoje obecne położenie. Z jednej strony budynki Konohy, z drugiej tłum ludzi. Wolność, ta. Rozglądam się i szukam dobrej ścieżki, którą mogę jak najszybciej stąd uciec. Zaprzyjaźnianie się rozpocznę jutro. Dzisiaj stać mnie jedynie na chłodne powitanie, albo coś jeszcze gorszego. Odwracam się w prawo i staję w bezruchu. Znowu on. Nadal nie wiem nawet jak ma na imię. Wiem tylko, że jest bardzo mądry. Stoi oparty o budynek i patrzy się w moją stronę. Straszne i trochę obleśne. Kim on jest, zboczeńcem? Łapię z nim kontakt wzrokowy, po czym znikam za dużym budynkiem. Chcę stąd iść jak najdalej. Nienawidzę was.
Najgorsza Kobieta idzie się schować. Kiedy stałam się tak żałosna?

1 komentarz:

  1. Jesus, spełniasz moje marzenia ♥♥ kocham Temari jako tą złą i wulgarną dziewczynę ;-; pasuje to do niej XD
    Pisz dalej bo nie mogę się doczekać C:

    OdpowiedzUsuń